wtorek, 05 czerwiec 2018 11:52

Nie zniewalają mnie już pęta złości

Napisane przez Wiktoria

Podczas jakiejś luźnej rozmowy ojciec zadał mi pewne proste pytanie: Wiktorio, co ja właściwie dla ciebie znaczę? Poczułam się zakłopotana – jednak nie samym pytaniem, ale faktem, że nie wiem, co odpowiedzieć. Gdybym miała być szczera, musiałabym powiedzieć: Nic.

Uświadomiłam sobie wówczas, że moje głębokie wewnętrzne rany, które wydawały mi się już zaleczone, tak naprawdę wcale się nie zagoiły. Co gorsza, wspomnienia zyskiwały na wyrazistości i ból był coraz silniejszy. Musiałam przyznać, że potrzebuję czegoś więcej niż pomocy. Potrzebowałam pomocy Bożej.

Despota

Mój tata sprawował nade mną ścisłą kontrolę. Zawsze podkreślał, że powinnam być pewna siebie, ale jednocześnie pragnął, abym zdobyła zawód, który to on mi wybrał. W szkole nie dostawałam satysfakcjonujących go ocen, a on się mnie wstydził nie chciał przedstawiać swoim znajomym. Ojciec był zwolennikiem surowej dyscypliny. Często wpadał w taki szał, że kuliłam się na sam jego widok. Wiele razy dostałam w skórę, byłam policzkowana i karana klapsami. Ojciec zawsze później płakał, stąd wiedziałam, że tatuś mnie kocha i bije tylko dlatego, że zrobiłam coś źle. A więc tatuś spisywał się wspaniale! Był dla mnie całym światem! Gdy miałam dwadzieścia kilka lat i byłam świeżo po studiach, ojciec zdradził matkę. Jego wizerunek idealnego mężczyzny roztrzaskał się w pył na moich oczach. Półtora roku później przydarzył mu się straszny wypadek, który przykuł go do łóżka. Mama, głęboko zbolała i jednocześnie wściekła z powodu zdrady, zajęła się nim i wszystkimi jego potrzebami, aby dotrzymać przysięgi małżeńskiej. Tatę nienawidziłam za to, co zrobił. Ale widok jego cierpień poruszył moje serce i ostatecznie razem z mamą zaczęłam mu pomagać. Dni mijały, a tata się zmienił. Żałował swego zachowania. Mama zaczęła być szczęśliwa, ja chyba też, choć sama do końca nie wiedziałam. Przeszłość już w pewnym sensie nie miała znaczenia. Moja prawie rozbita rodzina znów była razem i wydawało się, że wszystkim jest dobrze. Jednak na spotkaniach modlitewnych zawsze płakałam. Moje serce ciągle dręczył niepokój. Byłam rozdarta między skrajną nienawiścią do ojca a przebaczeniem mu. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Cała ta sytuacja miała wpływ nie tylko na mnie, ale też na moje relacje z ludźmi.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


LAB

Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 46 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions