czwartek, 12 marzec 2015 05:53

Jezus wyznaczył mi to spotkanie

Napisał

 

Szesnastoletni Bernard Bastian trafił z paraliżem kończyn dolnych do specjalistycznego ośrodka rehabilitacyjnego. Tam poznał niezwykłego człowieka, o którym pisze tak: Pewnego dnia usiadłem obok niego i powiedziałem: „Masz w sobie tajemnicę, która mnie pociąga”. On zaś odrzekł: „Nie dziwi mnie to: jesteś medium”. Alain należał do towarzystwa spirytystycznego. To był początek mojego zaznajamiania się ze spirytyzmem i  kultyzmem. Kolejne lata życia poświęcił Bernard na zgłębianie nauk tajemnych. Jednak już podczas pierwszego seansu spirytystycznego, w którym uczestniczył, postanowił uzyskać dowód na realne istnienie duchów i ich inteligencję. Na początek narysowaliśmy na papierze po prostu małe kreski (…) i poprosiliśmy istotę (…) o wystukanie takiej ilości razów, która odpowiadałaby ilości kresek. Za każdym razem zgadzało się! (…) Zapytałem go: „Ile kresek jest na moim papierze?”. Było dziesięć kresek, ale stuknięć odezwało się piętnaście! (…) Wówczas powiedziałem: „Duch się pomylił, zabawa skończona”. Ale nagle, przyglądając się bliżej mojej kartce, dostrzegłem, że posłużyłem się nieświadomie (było ciemno) kartką, już wcześniej przez kogoś użytą. Z jednej strony było dziesięć kresek, ale z drugiej jeszcze pięć! Praktyki przywoływania zmarłych mają tradycję starą jak świat, bo ludzie na ogół wierzą, że dusze zmarłych żyją w zaświatach. Kontaktowanie się z nimi było przez wieki czynnością wyjątkową,

 

zarezerwowaną dla magów czy szamanów. Dopiero w połowie XIX wieku, w ciągu zaledwie kilku lat, seanse spirytystyczne stały się czymś powszechnym Wszystko zaczęło się w Hydesville w stanie Nowy Jork, gdzie pod koniec 1847 roku pewna rodzina wynajęła dom, który okazał się „nawiedzony”. Córki najemców zdecydowały się podjąć dialog z hałasującym duchem, odwzajemniając stukanie w stolik. Ponieważ „duchowy telegraf” zadziałał, historia sióstr Fox w mig obiegła całą Amerykę. Tylko do 1853 roku ujawniło się prawie dziesięć tysięcy tzw. mediów spirytystycznych, a liczba uczestników zabawy w stolik i talerzyki sięgnęła milionów. Należy dodać, że około 10% z nich trafiło do szpitali psychiatrycznych… Do dziś na całym świecie seanse wywoływania duchów są nie mniej popularne niż zabawa w Halloween. Bernard oddając się swemu hobby, stanął w końcu – jak twierdzi – na progu szaleństwa. Zauważył zmiany w swej osobowości: stał się wyniosły, arogancki i chłodny. Jednocześnie ogarniał go smutek i lęk przed wywoływanymi duchami… Kiedyś w jego ręce trafił artykuł pt. „Oni mówią językami” o odnowie charyzmatycznej we Francji, z załączonym zdjęciem ludzi modlących się z podniesionymi rękoma. Nie wiedząc nic o Odnowie i nie rozumiejąc słowa „charyzmatyczna”, sądziłem, że jest to zgromadzenie mediów. Natychmiast podjąłem decyzję o wyjeździe do Paryża, by wziąć udział w owym „charyzmatycznym” zgromadzeniu. (…) Nie wiedziałem, że owego wspaniałego wieczoru w styczniu 1974 roku Pan Jezus wyznaczył mi spotkanie. Bernard Bastian się nawrócił. Został nawet katolickim księdzem. Oczywiście porzucił spirytyzm, bo przecież nie da się pogodzić wywoływania duchów z wiarą chrześcijańską... Dziś przestrzega naiwnych.

Artur Winiarczyk

Redaktor Naczelny miesięcznika Egzorcysta

Najnowsze od Artur Winiarczyk

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 49 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions