środa, 03 luty 2016 18:07

Nawiedzone familoki

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Z ks. Januszem Czenczkiem, pierwszym egzorcystą diecezji gliwickiej,

r o z m a w i a   Grzegorz Fels

 

Czy spotkał się Ksiądz w swej posłudze z „nawiedzonymi domami”?

Tak. Przyznaję jednak, że kiedy wcześniej słyszałem o tego typu opowieściach, to – delikatnie mówiąc – wydawały mi się grubo naciągane. Do czasu. Spotkała bowiem mnie samego taka sytuacja i to nie gdzieś daleko, bo na terenie Śląska. Pojawiło się kiedyś u mnie młode małżeństwo i zaczęło opowiadać, co się dzieje w ich domu – takim typowym, śląskim, wielorodzinnym familoku z XIX w. Początkowo słuchałem ich niezwykłej opowieści z lekkim przymrużeniem oka. Zadzwoniłem nawet później do znanego mi proboszcza z ich parafii, by trochę go dopytać, rozeznać, z kim mam do czynienia. Okazało się, że ich zna. Są oni dobrą, zaangażowaną w życie parafii rodziną, a nie jakimiś „oszołomami”, jak to się czasem dziś mówi. Drugie nasze spotkanie było już więc trochę inne.

Zawsze powtarzam, że najtrudniejsze w naszej egzorcystycznej posłudze jest przede wszystkim dobre rozeznanie. Reszta to już inna kwestia. Kiedy szukając przyczyn problemów, zacząłem szerzej przyglądać się całej ich szeroko rozumianej rodzinie, wyszły na wierzch różne rzeczy z przeszłości. Jakaś ich babcia zajmowała się wróżbami, były też przypadki pijaństwa, rozwodów. Nie szło jednak jakoś logicznie tego powiązać, żeby znaleźć główną przyczynę ich kłopotów. Postanowiłem więc tam pojechać, by przyjrzeć się na miejscu wszystkiemu, o czym mówili.

Co konkretnie działo się w tym domu?

Nie było tam żadnych tzw. klasycznych manifestacji, np. samoistnie przesuwających się mebli. Jednak miały miejsce inne dziwne rzeczy. Przykładowo stojący na stoliku dosyć ciężki, „kolendowy” krzyż nagle się przewrócił. Ich dziecko, które chodziło do kościoła, zaczynało w czasie modlitwy dziwnie się poruszać, jakby nienaturalnie skręcać. Przypomniał mi się wówczas stary śląski zwyczaj, który z czasem niestety zaniknął, a ja od pewnego momentu, gdzie tylko mogę, staram się go „wskrzeszać”. Otóż w modlitwie za zmarłych, kiedy dajemy za nich intencję, była niegdyś taka odpowiedź: „za zmarłych z tego miejsca”. Zaproponowałem więc, że odprawię w tym domu mszę św., ale nie wyłącznie w intencji ich rodziny, tylko właśnie tych wszystkich, którzy kiedykolwiek ten dom zamieszkiwali. Dzisiaj wiem, że ta myśl przyszła wówczas do mnie pod natchnieniem Ducha Świętego. Rodzina czynnie zaangażowała się w tę Eucharystię, przygotowując czytania i śpiewając psalm. Była tam też babcia. Ona z nikim się nie komunikuje, jest głucha, a całą mszę spokojnie na krześle przesiedziała. Na koniec, po błogosławieństwie, nagle zaczyna głośno mówić: Bo oszukali robotników

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 55 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions