piątek, 29 marzec 2019 08:37

Dziś nikt nie mówi o pokucie, lecz o miłosierdziu

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Z ks. abp. Janem Pawłem Lengą MIC, emerytowanym biskupem Karagandy w Kazachstanie, rozmawia dr Mariusz Błochowiak

 

Jaka była Księdza Arcybiskupadroga do kapłaństwa?

Urodziłem się na Ukrainie. Byłem ministrantem. Ksiądz, u którego posługiwałem, wiedział, że coś może ze mnie wyrosnąć. Zaproponował mi seminarium. Wielu rzeczy nie rozumiałem, ale widziałem tego kapłana, jego poświęcenie, ciągłe zapracowanie, miłość do Boga i ludzi. Coś kiełkowało w moim sercu. On to widział. Zgłosiłem się do seminarium. Poszedłem za rozeznaniem towarzyszącego mi duchowo kapłana i czułem, że to jest zgodne z moim wewnętrznym głosem. Chociaż nie wiedziałem, o co dokładnie chodzi i co mnie czeka w przyszłości, byłem przekonany, że Pan Bóg doprowadzi mnie do swojego celu.

Czy Ksiądz Arcybiskup pochodzi z polskiej rodziny?

Tak. Urodziłem się na Ukrainie, w Gródku koło Kamieńca Podolskiego – tam, gdzie Pan Wołodyjowski walczył i przegrał bitwę.

Studiował Ksiądz w seminarium tajnym. Jak wyglądała nauka?

Księża marianie z łotewskiej prowincji wiedzieli, że władze nie pozwalają młodym chłopcom wstępować do seminarium na Łotwie i Litwie,  że zmuszają ich do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W tej sytuacji marianie otworzyli seminarium podziemne. Byłem jednym z pierwszych seminarzystów tego seminarium.

W 1975 r. przyjechałem na Łotwę do księdza marianina, który zajmował się tymi sprawami. Wcześniej odbyłem już służbę wojskową i miałem za sobą próby podjęcia pracy zawodowej, żeby zarobić jakieś kopiejki. Nie miałem wtedy wyższego wykształcenia.

Aby podjąć naukę w podziemnym seminarium, trzeba było wstąpić do zgromadzenia marianów. Przed wyjazdem, przeglądając modlitewnik, natrafiłem na obrazek Matki Bożej Niepokalanej z rozłożonymi rękoma. Kiedy tam przyjechałem i księża powiedzieli mi, że są marianami, wtedy zrozumiałem ten pozorny zbieg okoliczności

Ksiądz staruszek zrobił ze mną trzydniowe rekolekcje. Władze bardzo go poniewierały za to, że był wierny Kościołowi. Chorował, miał astmę, ciężki oddech, ale wszystko wykonywał bardzo pobożnie. Zapamiętałem postawę tego księdza, jego prostą modlitwę oraz wierność Kościołowi. On często przebywał w kościele przed Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Drogę krzyżową odprawiał na kolanach. To pozostało głęboko do dziś w mojej pamięci. Innych rekolekcji nie pamiętam, ale te zapadły mi głęboko w pamięć. Nowicjat faktycznie odbyłem w podziemiu. Nikomu nie wolno było o tym mówić. Równolegle z nowicjatem należało podjąć pracę. Znalazłem zajęcie w miejscu oddalonym o 12 km od mojego kierownika duchowego. Cały tydzień byłem bez Mszy i Komunii Świętej. Przyjeżdżałem do niego w sobotę i niedzielę, kiedy miałem wolne dni, żeby mnie formował i uczył według swoich możliwości. Dał mi książki, abym uczył się łaciny. To wtedy nie było takie łatwe. Nie było wykładów, trzeba było samemu czytać książki. Jak się nauczyłeś, tak umiałeś.

Gdzie odbywały się te zajęcia?

Najpierw na plebanii u tego księdza, a potem w domu, w którym mieszkałem. Po pracy się tam uczyłem. Kiedy ksiądz zmarł, ten etap mojej edukacji został na pewien czas przerwany. Potem musiałem jeździć do innych miejsc na Łotwie, a następnie pojechałem na Litwę. Wtedy to nie funkcjonowało tak jak teraz, we współczesnych seminariach, gdzie wszystko jest na dzwonek: jedzenie, picie, lekcje, spanie itd. Tego nie było. W Kownie na Litwie mieliśmy więcej nauki. Tam również profesorowie nas egzaminowali. Dawali nam lektury z dogmatyki, sakramentologii i innych przedmiotów, których nauczano w seminarium. Nie było jednak takiego przedmiotu jak retoryka, czyli sztuka głoszenia kazań. Kiedy zostałem księdzem, wiedziałem, co trzeba mówić, ale nie wiedziałem, jak dobrze zacząć. To był wtedy problem. Wszystko miałem w głowie i w sercu, ale bałem się otworzyć usta, ponieważ dotychczas sam nigdy nie przemawiałem, tylko słuchałem, czytałem, notowałem. Ale Pan Bóg prowadził mnie drogą, z której nie schodziłem ani na lewo, ani na prawo, pomimo trudności.

dr Mariusz Błochowiak

Fizyk, pracował naukowo w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz instytucie badawczym SINTEF w Norwegii. Interesuje się metodologią i filozofią nauki oraz relacją między wiarą a nauką. Wydawca "Miesięcznika Egzorcysta", prezes Zarządu wydawnictwa Monumen.

Więcej w tej kategorii: « Pomagał mi Ojciec Pio

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • filozof, demonolog, znawca problematyki sekt i okultyzmu

  • specjalizuje się w duchowości karmelitańskiej, szczególnie w dziełach św. Teresy od Jezusa jako współtłumacz i komentator poprzez konferencje, rekolekcje i wykłady.

  • dyplomowany zielarz- -fitoterapeuta, publicysta, członek Polskiego Towarzystwa Zielarzy i Fitoterapeutów

Już 55 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions