wtorek, 02 kwiecień 2013 12:05

Spadający jak błyskawica

Napisał

Wytworzony w kulturze hellenistycznej typ literacki zwany apokalipsą, przyjęty przez św. Jana, stanowił oczywistą formę dla czytelników Księgi Objawienia. Jan miał za zadanie przekazać uczniom wizje, które tak naprawdę były wielkimi przeżyciami wewnętrznymi. On nie opisywał teatrum, które odbywało się przed jego oczyma, lecz myśli, nastroje i uczucia, które przekazywał mu Bóg. Te zaś przyjmowały obraz, który stał się możliwy do interpersonalnego przekazu.  Należy podziwiać geniusz literacki Umiłowanego Ucznia, który objawiał się w zapisie nie tylko Dobrej Nowiny, ale także objawienia ponownego przyjścia, nazywanego przez nasze słabe dusze i umysły „końcem świata”. Pojęcie „sceny apokaliptyczne” weszło do powszechnego języka i ukazuje, jak wielkim lękiem napawa nas koniec tego świata, zamiast cieszyć nowym początkiem. 

 

Lęki końca epoki

Późne średniowiecze obfitowało w szereg wielkich zmian w duchowości, lecz jedną z najważniejszych było upowszechnienie pobożności wśród wiernych. Już nie tylko mnisi i duchowieństwo poświęcali swój czas na modlitwę. Każdy wierny mógł się – w miarę możności – oddać Bogu. Bractwa powstawały we wszystkich miastach, a sztuka dawała pożywkę nie tylko wyobraźni – jako Biblia niepiśmiennych – ale także pobożności, będąc wzorem postaw i zachowań. Oglądając sztukę, można było współczuć czy to Umęczonemu Zbawicielowi, Jego Matce, czy innym poświęcającym się dla Boga. Ale też współczucie ludzkie kierowało się ku duszom cierpiącym w czyśćcu albo tym, które przez swoje grzechy miały być potępione na zawsze. Ten czas charakteryzowały nie tylko wielkie czyny pokuty i pobożności, lecz również popularność odpustów, a także dydaktyki nakłaniającej ludzi do nawrócenia się, choćby w chwili śmierci. Przerażające obrazy męczarni piekielnych nie miały na celu – jak wyobrażamy sobie od czasu oświeceniowych paszkwili – zastraszania prostaczków, aby słuchali swych przełożonych i duszpasterzy. One wynikały z głębokiego współczucia dla cierpiących po śmierci oraz chęci uniknięcia takiej kary – przez nas samych czy przez naszych bliskich. Nic dziwnego, że wspaniały obraz Stefana Lochnera, wyobrażający ponowne przybycie Chrystusa na świat, ukazuje nie tylko tronującego na tęczy Mesjasza i wiernych zdążających do niebieskiego Jeruzalem, otrzymujących z rąk aniołów białe szaty – jako symbol zbawienia. Koloński mistrz ukazał nam też grozę piekła i klęskę Szatana.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 wrzesień 2015 09:59
Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Najnowsze od Juliusz Gałkowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • reporter, eseista, publicysta, reżyser, producent filmowy i telewizyjny. Założyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Fronda” (do maja 2012), redaktor naczelny tygodnika „Ozon” (2005-2006), autor wielu książek, albumów, licznych artykułów. Jest laureatem wielu nagród dziennikarskich, filmowych i wydawniczych.
    W 2011 r. Prezydent Węgier Pál Schmitt odznaczył Grzegorza Górnego Rycerskim Krzyżem Zasługi dla Republiki Węgierskiej.

  • Wykładowca biblistyki na Wydziale Teologicznym UAM.

Już 55 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions