poniedziałek, 04 kwiecień 2016 12:03

Życie chrześcijańskie to życie nadprzyrodzone

Napisał

Z Marią Vadią, ewangelizatorką zaangażowaną w katolickiej Odnowie Charyzmatycznej w archidiecezji Miami, r o z m a w i a  dr Anna Saj

 

Jak poznałaś Jezusa i kim byłaś, zanim to się stało?

Moje spotkanie z Chrystusem zaczęło się w 1997 r. Oddałam Mu wtedy swoje życie i otrzymałam dar Ducha Świętego. Mogę powiedzieć, że wcześniej nie znałam Pana. Zawsze słyszałam o Jezusie, chodziłam do katolickiej szkoły, ale ani razu Go nie spotkałam osobiście. Nigdy też nie wiedziałam, że w chrześcijaństwie chodzi o osobistą relację z Panem, żyjącym Bogiem. To nie był mój sposób myślenia… Sądziłam, że bycie katoliczką polega na chodzeniu do kościoła w niedzielę. Nie miałam pojęcia, że chodzi tu o osobiste poznanie Jezusa. Gdy charyzmatycy ze wspólnoty, do której uczęszczałam, pomodlili się za mnie i położyli na mnie ręce, zostałam ochrzczona Duchem Świętym. Nie oznacza to, że „dostałam” Ducha Świętego. Powiedziałabym raczej, że Duch Boga zdobył mnie, napełnił mnie całą.

Jaki to miało wpływ na Twoje życie?

Od tamtego momentu moje życie zaczęło się zmieniać w diametralny sposób. Bóg dał mi pragnienie czytania Jego Słowa. Ponadto zaczęłam modlić się w taki sposób, w jaki nigdy wcześniej tego nie robiłam – radowałam się chwaleniem Pana. Przyznam, że kiedyś nie lubiłam Mszy Świętych. Od tamtej pory chodziłam na nie, ponieważ chciałam, a nie dlatego, że musiałam. Poszłam do spowiedzi. Jezus totalnie zmieniał moje życie. Dołączyłam do grupy biblijnej, stałam się członkiem wspólnoty charyzmatycznej. Jezus włożył ogień w moje serce, chciałam mówić o Nim innym ludziom. Prawie każdy, kto mnie otaczał, przypominał mi to, jaką kiedyś byłam: z zewnątrz wyglądałam dobrze, ale w swym sercu nie znałam Chrystusa. Zaczęłam więc wołać do Pana: Jezu, potrzebuję mówić ludziom o Tobie! Od tamtej pory wszędzie, gdzie chodziłam, mówiłam o tym, czego doświadczyłam. Swoisty trening odbyłam w domu spokojnej starości. Tamtejszym mieszkańcom opowiadałam o tym, co Jezus zrobił dla nich na krzyżu. Wszyscy oni oddali potem swe życie Jezusowi. Posługiwałam w tym ośrodku ponad rok. Od tamtego momentu Bóg przyjął moje „tak” i zaprowadził mnie do 30 krajów, w których mówię ludziom o Jezusie. To pokazuje, że gdy człowiek mówi Bogu „tak”, On dokonuje reszty. Przykładem jest Maryja. Gdy przyszedł do Niej anioł i powiedział: Będziesz matką Zbawiciela, Ona odpowiedziała: Niech Mi się stanie według twego słowa. To samo dzieje się z nami. Bóg poprowadził mnie, ponieważ Mu się poddałam. On dawał i daje mi to, czego potrzebuję.

Czym jest dla Ciebie ofiara krzyża, jak dotknęła Twojego życia?

Krzyż jest naszym zwycięstwem. Na krzyżu Jezus zatriumfował nad wrogiem, śmiercią, grzechem. Przez całe życie widziałam krzyże (śmiech). W mojej szkole krzyż znajdował się w każdej sali. Od czasu pierwszej Komunii Świętej nosiłam krzyżyk. Wiedziałam, że Jezus umarł za mnie, lecz gdy zaczęłam czytać Słowo Boże, zrozumiałam, co zrobił dla mnie i dla każdego, kto wierzy. W Drugim Liście do Koryntian czytamy: On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5, 21). To jest niesamowite! Jezus, który nigdy nie zgrzeszył, który pod każdym względem był doskonały, na krzyżu stał się grzechem po to, byśmy my, grzesznicy, mogli stać się sprawiedliwością Bożą. W Liście do Hebrajczyków znajduje się inny fragment: Bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów (Hbr 9, 22). Krew Jezusa obmyła nas z grzechów. Musimy zrozumieć, kim teraz jesteśmy. A w Chrystusie Jezusie jesteśmy sprawiedliwością Bożą. Pan dał nam swą sprawiedliwość i moc do tego, by złamać jarzmo grzechu. Odtąd już nie muszę dłużej nieść swych błędów. Wystarczy żałować za nie i iść do spowiedzi. Zamiast myśleć o nich, trzeba skoncentrować się na Chrystusie. Nasze wnętrze, zamiast wypełnienia grzechem, zostaje wypełnione Chrystusem. To zupełnie inny styl życia! W Liście do Galatów czytamy jeszcze mocniejsze słowa – Chrystus stał się za nas przekleństwem (por. Gal 3, 13-14). Jednakże może być ono w naszym życiu złamane. Możemy chodzić w błogosławieństwie Trójjedynego Boga. Przekleństwa w rodzinie, nałogi, które przez nie przychodzą, jak alkoholizm, narkomania, uzależnienie od hazardu, pornografia, zostały złamane i przezwyciężone. W Chrystusie wychodzimy z przekleństwa i wchodzimy w błogosławieństwo. Jezus umarł na krzyżu jako ubogi człowiek. Stał się biednym, nagim, porzuconym. Umierał najgorszym rodzajem śmierci, jak ostatni kryminalista. Zrobił to po to, abyśmy w Nim doświadczyli obfitego życia. Chrystus chce nas błogosławić, byśmy mogli stać się błogosławieństwem dla innych. My oddajemy Mu nasze choroby, słabości, wstyd, winę, biedę, przekleństwo, odrzucenie i opuszczenie, a On daje nam uzdrowienie, obfitość, błogosławieństwo oraz chwałę Oblubienicy.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 04 kwiecień 2016 12:30

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 42 pozycjie


Powered by JS Network Solutions