środa, 01 czerwiec 2016 08:09

Święty i morze

Napisał

Jakub Aragoński jako władca popędliwy zawsze najtrudniej znosił krytykę. Nic zatem dziwnego, że także podczas królewskiej wizytacji Balearów trudno mu było wytrzymać nieustanne napomnienia i krytyki wygłaszane przez Rajmunda z Penyafortu.

Król miał bardzo dużo na sumieniu, jego ręka nie należała do lekkich. Ale i mnich był wprost bezczelny. Pochodzenia hrabiowskiego i po wielu latach spędzonych na dworze papieskim jako osobisty kapelan i spowiednik Ojca Świętego nie czuł wielkiego respektu dla władcy niezbyt wielkiego królestwa. Miał szczęście dominikanin, że z Rzymu nie trafił na dwór piastowski, bo może zginąłby jak sto lat później krakowski ks. Baryczka czy kilku innych księży w środkowej części Europy (wcześniej i później). A może władca, wypowiadając arcykrólewskie pytanie:  Któż mnie uwolni od natrętnego mnicha?, mrugał za mało wyraziście? Jak było, nie wiemy. Ale – rzekomo gorącokrwiści – Iberyjczycy zamiast wrzucić mnicha do morza, po prostu zostawili go na archipelagu, podczas gdy cały dwór załadował się na statki i  wyruszył w stronę stolicy.

Cudowna podróż

Nic bardziej się nie mści na tyranach niż litościwe odruchy. W połowie drogi dworską flotyllę minął natrętny, acz uczony w prawie mnich, klęcząc na czarnej, dominikańskiej kapie. Po pierwsze upokorzenie – szybki królewski galeon uległ w wyścigu płaszczowi żebraczego mnicha. Po drugie prestiż kaznodziei dzięki cudowi uległ wzmocnieniu, więc władca musiał ustąpić Rajmundowi. Jest też dosyć osobliwa teoria, że i samego monarchę poruszył cud dokonany na jego oczach. Zaś wspaniała jazda na falach została uwieczniona na obrazach, z których jeden, autorstwa Dolabelli, możemy obejrzeć w krużgankach dominikańskiego klasztoru w Krakowie. Mało kto wie, ale czarny dominikański płaszcz nie tylko ten jeden raz służył jako pomoc w wędrówce poprzez wodę. Według jednej z legend Jacek Odrowąż miał przekroczyć Wisłę pod Wyszogrodem, krocząc po nim jak po moście. Inne podanie wskazuje Jacek Salij OP w zebranych przez siebie „Legendach dominikańskich”. Najsłynniejszy przekaz związany z osobą św. Jacka opowiada historię przejścia suchą stopą przez Dniepr podczas najazdu Tatarów na Kijów. Wiadomość o napadzie na miasto przynieśli Jackowi, który właśnie odprawiał Mszę Świętą, jego przerażeni współbracia.

Usłyszawszy to, święty mąż wziął Najświętszy Sakrament i tak jak stał, ubrany w święte szaty, zaczął wraz z braćmi uciekać. Był już na środku kościoła, kiedy posąg Chwalebnej Dziewicy, wykonany z kamienia alabastrowego, ważący cztery albo pięć talentów, głośno za nim zawołał: „Synu Jacku, dlaczego sam uciekasz, a Mnie razem z moim Synem zostawiasz, aby Tatarzy rozbili ten posąg i go podeptali? Weź Mnie z sobą!”. Św. Jacek, zdumiony tym głosem, powiada: „Chwalebna Dziewico, bardzo ciężki jest ten Twój posąg, jakże go więc udźwignę?”. Na to Dziewica: „Weź go, Syn mój uczyni go lekkim”. Jacek zaufał słowom Maryi i trzymając w jednej ręce Najświętszy Sakrament, w drugiej lekką jak trzcina figurę, przeprowadził braci bezpiecznie między mordującymi Tatarami aż nad sam brzeg Dniepru. Tam rozłożył swój płaszcz na wodzie i suchą nogą przeszli na drugi brzeg. Figurę Maryi przyniósł Jacek do Krakowa, gdzie do dziś otoczona jest wielką czcią ludu.

Dominikański teolog tłumaczy te legendy w następujący sposób

Teksty opisują cudowne przejście Świętego Jacka suchą stopą przez wodę. Opisy tego rodzaju nigdy nie są czystą relacją historyczną, przede wszystkim wyrażają liczne treści symboliczne. Kluczem do odkrycia zawartej w nich symboliki jest oczywiście ewangeliczna scena chodzenia  Pana Jezusa po jeziorze. Właśnie: co oznacza tamto dziwne wydarzenie chodzenia Pana Jezusa po wodzie? W symbolice biblijnej wody, które mogą zniszczyć człowieka, oznaczają zwykle zagrażające nam i nacierające na nas zło. Prototypem tej symboliki jest potop. Bezpieczne przejście przez taką wodę – przypomnijmy sobie przejście Izraelitów przez Morze Czerwone czy później, za czasów Jozuego, przez rzekę Jordan – jest znakiem, że Bóg jest mocniejszy niż wszelkie zagrażające nam zło (…). Chodzenie Pana Jezusa po wodzie oznacza więc, że ogromne zło, które na ziemi otoczyło Syna Bożego i na Niego natarło, było kompletnie bezsilne wobec Jego mocy Bożej. Scena chodzenia po jeziorze jest wspaniałym wyjaśnieniem tajemnic Krzyża: zło uderzyło całą swoją mocą w Syna Bożego, aby Go zniszczyć, a On przez swoją śmierć wszedł do chwały Zmartwychwstania i stał się Zbawcą wszystkich ludzi. Przeszedł suchą stopą po złowieszczych wodach, nie zaszkodziły Mu one ani trochę.

Przez analogię możemy przyjąć, że tak samo rozumiano legendę o przepłynięciu na płaszczu dominikańskim przez Morze Śródziemne. Że tak było, świadczy wspomniany już obraz Dolabelli. To nie wzburzone fale są zagrożeniem dla rozmodlonego zakonnika, lecz otaczające go (nieco karykaturalne) potwory morskie.

Ostatnio zmieniany środa, 01 czerwiec 2016 08:48
Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Najnowsze od Juliusz Gałkowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 49 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions