wtorek, 05 grudzień 2017 18:56

Dziecię, co zbawia Świat

Napisał

W Polsce kultu Dzieciątka Jezus już prawie nie ma, pomimo imponujących w formie bożonarodzeniowych szopek zdobiących kościoły i często (choć coraz rzadziej) towarzyszących naszym domowym choinkom.

Sekularyzacja świąt Wcielenia powodowana naciskiem sieci handlowych oraz poprawnością polityczną powoduje, że tracimy nabożną cześć dla Dziecięcia, co zbawiło świat. Skutkiem tego figurka Jezuska staje się bardziej elementem folkloru niż przedmiotem kultu.

Dobry jak chleb…

Warto o tym pamiętać, patrząc na przepiękny w swej kompozycyjnej i kolorystycznej prostocie obraz Murilla „Dzieciątko Jezus rozdające chleb”. Obraz był malowany z konkretnym przeznaczeniem, miał zawisnąć w refektarzu emerytowanych kapłanów w Sewilli. Stąd symbolika rozdawania chleba w sposób naturalny zrozumiała dla oglądających, we wszystkich – naprawdę bardzo licznych – aspektach.

W obrazie – jednym z późniejszych w dorobku artysty – dominują, jakże dla niego charakterystyczne, ciepłe barwy, utrzymane w dominacji brązu i złota, doskonale uzupełniające się z czernią szat pielgrzymów oraz żywszymi szatami Matki Bożej i anioła. Rozplanowanie światła i koloru, czyli coś, co stanowi o sztuce malarskiej, wzmacnia poczucie przestrzenności dzięki jakby źródłu światła. Pierwszym jest sam Jezus, którego twarz jest najjaśniejszym punktem obrazu i który swym blaskiem oświetla otaczające go postacie. Drugie stanowi swoiste rozerwanie ciemnych chmur tworzących tło obrazu. Owa ściana światła nie tylko rozjaśnia całość dzieła, ale także stanowi swoistą mandorlę wokół postaci Matki Bożej. Ponadto nadaje całości obrazu poczucie głębokiej przestrzeni, co rozbija kulisową perspektywę obrazu.

Właśnie owa gra światłem i miękkimi barwami czyni ten obraz naprawdę zachwycającym i tym chętniej zbliżamy się do zawartych w nim treści. Treści, które, mogłoby się wydawać, powoli odchodzą w zapomnienie. W codziennej pobożności zdajemy się rezygnować z nabożeństwa, jakim jest adoracja Zbawiciela w Jego dzieciństwie. Obecnie, szukając „łagodnych rysów” w chrześcijańskiej duchowości, skłaniamy się raczej ku nabożeństwu maryjnemu czy też kultowi Bożego Miłosierdzia. A powoli zapominamy, że właśnie ta „infantylna” pobożność, mówiąca o rączkach czy główce oraz używająca szeregu innych zdrobnień, wprowadza nas w tajemnicę kenozy (uniżenie się) i ukazuje prawdziwą pokorę Słowa, które stało się ciałem.

Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions