poniedziałek, 03 czerwiec 2019 07:50

(Nie)wierny uczeń Chrystusa.

Napisał

Jak pojmować cielesność Zmartwychwstałego? Jest to pytanie, które stoi u podstaw naszej wiary. Czy naprawdę wierzymy, że Mesjasz był człowiekiem? A może raczej podważamy Jego boskość? A już fakt, że po nocy paschalnej był On człowiekiem, a nie duchem czy zjawą, trudny jest do pojęcia.

Spotkania Zmartwychwstałego Mesjasza opisane w Ewangeliach nie tylko umacnia nasze rozumienie tajemnic Wcielenia i Zmartwychwstania, ale także doprowadza nas do właściwego pojmowania tzw. objawień prywatnych.

Eksplozja światła

Na obrazie Rembrandta postać Zbawiciela zdaje się eksplodować światłem. Cała kompozycja oparta jest na przeciwstawieniu światła i ciemności, a jednocześnie stopniowe rozświetlanie kolejnych planów połączone jest z delikatnym zanikaniem światła, w miarę oddalania się od jego źródła. Jest to jednak tylko pozorny paradoks. Całość układu obrazu opiera się na dwóch kręgach otaczających świetlistą postać Zmartwychwstałego. Pierwszy krąg jest jasno oświetlony, ale postaci zdają się rzucać cień na te siedzące za nimi. Różnicom w poziomie jasności towarzyszy różnica w emocjach okazywanych przez przyglądających się całej scenie. Ci bliżsi, kierują na Chrystusa i Tomasza całą swoją uwagę, ci oddaleni są jedynie zainteresowani.

Jednakże największą ekspresję osiągnął malarz przy przedstawianiu dwóch centralnych postaci. Ustawiony na osi obrazu Mesjasz zachowuje spokój, jest przedstawiony niczym antyczny posąg, bielejący pośrodku zacienionej groty. Ale jest zarazem źródłem światła, nie tylko promienie bijące od twarzy Zbawiciela, ale także świetlista biel jego ciała i szaty, wyciągają z mroku otaczającego Go postacie, detale ich szat czy zarysy mebli.

Rembrandt wykorzystuje w tym obrazie swoje mistrzowskie zagranie: przeciwstawia głęboką ciemność tła, zdającą się ciągnąć w nieskończoność, jasności postaci ukazanych na pierwszym planie. Spokój i cisza czerni są przeciwstawiane głośnym w swej ekspresji, niemalże ogłuszającym, gestom i mimice postaci.

Tomasz jest całkowitym przeciwstawieniem posągowej postaci Jezusa. Wzburzona fryzura, energiczne  gesty, odchylona do tyłu postać. To on w gruncie rzeczy nadaje siłę całości malowidła. Jest odrzucany przez falę uderzeniową owej świetlistej eksplozji, a zarazem całym sobą jest nakierowany na jej źródło.

Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 55 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions