wtorek, 02 sierpień 2016 21:59

Demony boją się świętych

Napisane przez Damian Dorn

Gdy współczesny człowiek zastanawia się nad tym, dlaczego nie warto być świętym, na         myśl przychodzi mu najczęściej argument, że świętość oznacza samozaparcie i wyrzeczenie się świata. Istnieje jednak coś, co może znacznie bardziej zniechęcać do świętości, a tym czymś jest konieczność duchowej walki z demonicznymi zagrożeniami, o jakich nie śniło się grzesznikom.

 

    Czytając różnorakie hagiografie, począwszy od Pawła Apostoła i Antoniego Pustelnika poprzez Teresę z Avila i Proboszcza z Ars, a skończywszy na Gemmie Galgani i Ojcu Pio, czymś uderzającym może wydawać się to, że w życiu największych świętych obecne jest ogromne cierpienie. Jednym z jego źródeł bywają jawne ataki demonów dręczących ich ciała oraz dusze. Brutalnym prześladowaniom, takim jak obelgi i pobicia, towarzyszą nieraz trudne do zniesienia pokusy i ciemności ducha. Zdarza się nawet, że Bóg dopuszcza ich opętanie lub uprowadzenie do piekła. Jak to możliwe i czemu to służy?

Jedna droga i dwa kierunki

    Chrystus to jedyna droga do zbawienia wyznaczona dla ludzi pozbawionych chwały Bożej (Rz 3, 23). Jednak każda droga ma dwa kierunki, również ta, która prowadzi do Boga i Jego królestwa. Szatan udał się w przeciwną stronę, oddalając się od Stwórcy tak bardzo, jak to możliwe, a każdy grzesznik idzie drogą, którą upadły anioł przemierzył jako pierwszy. Jeżeli nie naśladujemy Chrystusa, to – chcąc nie chcąc – naśladujemy diabła. W podążaniu za Chrystusem pomaga nam Kościół, a przeszkadza coś, co za św. Janem można nazwać „synagogą szatana” – całe przewrotnie zorganizowane i ukryte w mroku królestwo złych duchów. Ci, którzy idą za Chrystusem, muszą więc uczestniczyć w walce przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6, 11). Natomiast ci, którzy kroczą po ścieżce wydeptanej przez demony, nie są atakowani, lecz wspierani, ponieważ zmierzają tam, dokąd dotarł diabeł – do samozatracenia. Najdosadniejszy opis tej postawy znajduje się w pismach św. Jana. W Ewangelii przytacza on słowa Jezusa skierowane przeciwko faryzeuszom odrzucającym prawdę o jego Boskiej tożsamości: Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie (J 8, 44). Echo tej wypowiedzi słychać w liście apostoła: Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1 J 3, 8). W przeciwieństwie do Chrystusa, Szatan nie chce ujawniać swojej obecności, ponieważ najskuteczniej działa, gdy ludzie nie wierzą w jego realne istnienie. Ukrywa się nie tylko dlatego, żeby nie prowokować nas do pełnej bojaźni wiary w Boga, ale głównie po to, by nie pobudzać do wiary w istnienie grzechu i jego ostatecznych konsekwencji. Wszak demon ze swoją żałosną kondycją to doskonały przykład upadku, do jakiego zło może doprowadzić również człowieka. Ktoś, kto wierzy w Boga, ale nie wierzy w tragiczne skutki własnych grzechów, nie stanowi dla szatana żadnego zagrożenia. Nie dostrzega bowiem potrzeby nawrócenia ani u siebie, ani u innych. Każdy zatwardziały grzesznik staje się więc niewolnikiem grzechu. Jest jakby zdobytą przez szatana sojuszniczą twierdzą, która nie stawia mu żadnego oporu. Między nimi panuje przewrotny pokój. Grzesznik dobrowolnie kroczy drogą prowadzącą do potępienia w asyście złych duchów przyglądających się mu z boku. Grzech stał się jego nawykiem. Można o nim powiedzieć, że jest jeńcem diabła, a jeńcy nie walczą, lecz pozostają uwięzieni. Stanowi to swego rodzaju opętanie bezobjawowe, któremu nie towarzyszą żadne nadzwyczajne manifestacje zła. Teologowie piszą na ten temat długie traktaty, lecz mądrość ludowa ujmuje to krótko: złego diabli nie biorą. Dopiero ci, którzy próbują uciec z tego więzienia, narażają się na ataki ze strony demonów. Ujawniają one wtedy swoją agresję, próbując odciągnąć ludzi od nawrócenia poprzez wzbudzenie w nich lęku. Osłabiają ich wątłą wiarę, nadzieję i miłość, kusząc do zwątpienia, rozpaczy i nienawiści – jedynych rzeczy, którymi mogą się podzielić.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


LAB

Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 46 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions