wtorek, 05 grudzień 2017 18:37

Złote jabłko o jezuicie, Wojciechu Męcińskim

Napisał

Wojciech Męciński (1598-1643) urodził się w Osmolicach koło Lublina. Był bardzo bogaty i miał wszelkie predyspozycje, by stać się jedną z najważniejszych osób w Rzeczypospolitej. Zrezygnował jednak z kariery i zaszczytów i wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Majątek wokół rodzinnych Osmolic przekazał kolegium św. Piotra w Krakowie. Było go niemało, bo odziedziczył po rodzicach siedemnaście wiosek i miasteczko Nowodwór.

W młodym wieku Męciński ciężko zachorował. Wtedy złożył ślub być zawsze do dyspozycji Matki Bożej Częstochowskiej. Odzyskał zdrowie. Jako zakonnik podejmował dziękczynne pielgrzymki na Jasną Górę.

Cudowne znaki

Męciński studiował i pogłębiał życie duchowe w wielu miejscach, ale najważniejszy był dla niego Lublin. Gdy w tamtejszym klasztorze poświęcał wiele czasu na czytania duchowne, rozmyślania na modlitwę, pewnego dnia ujrzał w widzeniu Maryję, która podała mu złote jabłko. Potem napisał:

Najświętsza Dziewico Boża Rodzicielko Maryjo, ja, Wojciech Męciński, mimo że z każdej strony niewolnik Twój, i najniegodniejszy, abym do liczby sług Twoich był przyjęty; ufny jednak pobożnością i dobrocią Twoją, i pobudzony pragnieniem Tobie służenia i podobania się, mocno postanawiam i przyrzekam, od tego czasu zawsze być Tobie posłusznym, i wiernie służącym; i abym od innych, dla sił moich skuteczniej był służący Tobie.

Męciński przysięga służyć Matce Bożej całym sercem, całą duszą, swym ciałem, wszystkim, kim jest i co posiada. W Italii otrzymał kolejny znak. Matka Boża ratuje mu życie, dając do zrozumienia, że jeszcze jest coś ważnego przed nim. 14 grudnia 1619 r. w okolicach Wenecji, niedaleko ujścia rzeki Dreptam, podczas nocnej wędrówki Męciński spadł z wysokiego brzegu do rzeki. Woda była lodowata, głęboka i pełna wirów, a prąd rzeczny ściągał go w kierunku otwartego morza. Tonąc, zdążył tylko ślubować Matce Bożej, że jeżeli go ocali, złoży dla Niej wotum. I stał się cud. Nieoczekiwanie pojawili się na brzegu jacyś ludzie, którym udało się go wydobyć na wpół żywego. Wszyscy zgodnie twierdzą, iż musiał to być cud, bowiem w miejscu o tak niedostępnych brzegach i przy takich warunkach ratunek był praktycznie niemożliwy.

dr Wincenty Łaszewski

specjalista w zakresie antropologii teologicznej, mariolog.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions