poniedziałek, 05 styczeń 2015 08:41

Potęga prostej modlitwy serca

Napisane przez Dr hab. Teresa Paszkowska

 

Człowiek współczesny przyzwyczaił się do dużej swobody. Nawet w relacjach z Bogiem wydaje mu się, że może sobie pozwalać na zupełną dowolność. Rzadko przypomina sobie pouczenie z przypowieści Jezusa o uczcie, na którą wszedł ktoś, nie mając odpowiedniego stroju (por. Mt 22, 1-14; w. 12). Choć przyjął zaproszenie, nie zaliczono go jednak do grona „wybranych” i z woli gospodarza został usunięty.

 

Bóg słucha i wysłuchuje każdego, kto przed Nim staje z sercem odpowiednio usposobionym: Pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz (Ps 51, 19). To „serce” można postrzegać jako instrument modlitwy (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2562), wymagający odpowiedniego nastrojenia do duchowej tonacji pokory i skruchy. Można też widzieć w nim odpowiednik „wewnętrznego człowieka”, który cały staje przed Panem, w stosownej do okoliczności uroczystej szacie o dwu warstwach: wewnętrznej skruchy i zewnętrznej pokory.

Postawy ciała oraz słowa

Mówiąc o modlitwie, najczęściej uwzględnia się jedynie postawy ciała i gesty, a także formę słów kierowanych do Boga. Tymczasem Jezus zapewniał uczniów, że w sytuacji zagrożenia nie powinni martwić się, jak i co mają mówić (por. Mt 10, 19; Łk 12, 11), gdyż to podsunie im Duch Święty. W relacjach międzyludzkich trafny dobór słów i sposobu mówienia nieraz przesądza o powodzeniu sprawy, o którą zabiegamy. Zwykle zakładamy, że podobnie jest w modlitwie – odpowiednia forma i metoda ma zagwarantować jej skuteczność. Tymczasem apostolski osąd: Źle się modlicie (Jk 4, 3) dosięga człowieka znacznie głębiej niż oko (obserwujące postawy) i ucho (chłonące dźwięki słów). Przywołuje Chrystusowe zastrzeżenie: Gdy się modlicie, nie bądźcie ani jak obłudnicy, zabiegający o publiczny kontekst tej aktywności, ani też gadatliwi jak poganie (Mt 6, 5.7). Warunkiem wysłuchania modlitwy jest właściwa relacja z Bogiem, zawiązana w ukryciu, bez udziału zbyt wielu słów. Charakteryzują ją dwie normy: pokora i skrucha.

Pokora – postawa stworzenia wobec

Stwórcy Objawienie odsłania uporządkowany stan rzeczywistości: każdy byt widzialny i niewidzialny ma „swoje miejsce”, a człowiek ma nawet „mieszkanie” w domu Ojca. Syn Boży, będąc „pierwszym” po Ojcu, wskazywał, że Ojciec jest większy (J 14, 28). Do Niego zwracał się we wszelkich sprawach, otwarcie wielbił Go, głośno wyznając swe doświadczenie bycia zawsze wysłuchanym (por. J 11, 42). Z kolei Maryja – jedyna kobieta nietknięta grzechem – została nam objawiona jako zdolna do modlitwy przybierającej formę „uwielbienia” (por. Łk 1, 46-55). W żadnej z odsłon ewangelicznych nie przejawia Ona potrzeby proszenia Wszechmocnego o cokolwiek. Rozradowanym sercem wielbi Go za wielkie rzeczy (Łk 1, 49), jakich dokonał dla Izraela i dla Niej – uniżonej Służebnicy. Te dwie uzewnętrznione postawy względem Boga są dla nas wzorem odniesienia do Najwyższego i Wszechmogącego. Ściśle wiążą się z czystością serca postrzegającego porządek „nieba i ziemi” w sposób niezdeformowany. Ten porządek szanuje całe stworzenie poddane Stwórcy, radośnie reagujące na Jego głos gotowością pełnienia swych zadań (por. Ba 3, 35- -36). Święty Franciszek z Asyżu – u schyłku życia, schorowany i niedowidzący – przyzywał kolejno stworzenia zaangażowane w wypełnianie woli Stwórcy do wielbienia Go, kończąc swą „Pieśń słoneczną” wezwaniem: Chwalcie i błogosławcie mego Pana, dziękujcie i służcie Mu z wielką pokorą. To wezwanie nie będzie jednak podjęte przez tego, kto w swym życiu nie wyrzeka się „pokrętności”, kto nie nabył przekonania, że wszystkie drogi wskazywane przez „węża” (Rdz 3, 5), tzn. przez mądrość tego świata, okazują się zawodne (Benedykt XVI, „Nowa ewangelizacja”, nr 3). Taki człowiek stając przed Panem, nie użyje prostych słów, nie umieści swego serca w prostocie, nie zgodzi się na proste rozstrzygnięcia rozświetlone Bożą  logiką. Nie pojmie też dziecięcej logiki św. Teresy z Lisieux, dla której modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i radości („Rękopisy autobiograficzne”). Człowiek, który dotąd chodził krętymi drogami, jeśli miałby stanąć przed Bogiem z pokornym sercem, potrzebuje najpierw doznania skruchy.

Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 19:39

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • specjalista w zakresie antropologii teologicznej, mariolog.

  • absolwentka Karmelitańskiego Instytutu Duchowości (teologia duchowości chrześcijańskiej), autorka publikacji na temat duchowości

  • reporter, eseista, publicysta, reżyser, producent filmowy i telewizyjny. Założyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Fronda” (do maja 2012), redaktor naczelny tygodnika „Ozon” (2005-2006), autor wielu książek, albumów, licznych artykułów. Jest laureatem wielu nagród dziennikarskich, filmowych i wydawniczych.
    W 2011 r. Prezydent Węgier Pál Schmitt odznaczył Grzegorza Górnego Rycerskim Krzyżem Zasługi dla Republiki Węgierskiej.

Już 46 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions