czwartek, 12 marzec 2015 06:00

SOLENIE SOLI Wyróżniony

Napisane przez Damian Dorn

 

Problem nawrócenia się katolików na katolicyzm tylko z pozoru wydaje się paradoksalny. W Katechizmie Kościoła Katolickiego mowa jest o potrzebie drugiego nawrócenia ochrzczonych (nr 1428). Chrzest nie usuwa bowiem naszej skłonności do grzechu, a droga do zbawienia jest wąska i kręta. Każdy katolik potrzebuje więc wielokrotnej konwersji. Nawet św. Piotr musiał się ponownie nawrócić po trzykrotnym zaparciu się Jezusa.

 

Konieczność drugiego nawrócenia wynika częściowo z tego, że większość katolików otrzymuje sakrament chrztu jako małe dzieci. Mimo iż w ten sposób dostają coś, czego nie da się przecenić, w pewnym stopniu tracą przez to możliwość świadomego przeżycia przemiany w nowe stworzenie. W takiej sytuacji ochrzczonym nie może towarzyszyć akt nawrócenia, jak to się dzieje w przypadku neofitów wstępujących do Kościoła. Dlatego konwersja staje się czasem konieczna w wieku dorosłym jako dopełnienie sakramentu otrzymanego w dzieciństwie. Wezwanie do nowej ewangelizacji jest więc skierowane przede wszystkim do ludzi wychowanych w katolicyzmie, wobec których zawodzi zwyczajna katechizacja. Potwierdza to popularność nowych ruchów zwiastujących„wiosnę Kościoła”, takich jak Neokatechumenat czy Odnowa w Duchu Świętym.

 

Trzeci syn

 

Mówiąc o potrzebie nawrócenia się katolików, należy precyzyjnie określić, o kogo chodzi. Ten palący problem nie dotyczy spektakularnych grzeszników, których biografia przypomina życie głównego bohatera przypowieści o synu marnotrawnym. Nie dotyczy on też drugiego starszego syna, znanego z tej paraboli, który pozostał wierny swemu ojcu, służąc mu w rodzinnym domu. Chodzi o kogoś, kto byłby hipotetycznym trzecim synem – kimś, kto został przy ojcu, lecz nie był mu do końca wierny, przez co zmarnował część swojego dziedzictwa. Problem dotyczy zatem ludzi, którym się wydaje, że są normalnymi katolikami, lecz to, co uważają za normę, jest w rzeczywistości pewnym minimum, które sobie arbitralnie wyznaczają. Postawa „trzeciego syna” wydaje się być rozpowszechnionym błędem letniości. Częściej grozi ona świeckim niż duchownym, ponieważ ci drudzy, odpowiadając na powołanie, doświadczają swoistego nawrócenia. Letniość to stan ducha prowadzący do zmarnowania daru Bożego, którym jest przynależność do Kościoła. Polega na tym, że niektórzy katolicy nie potrafią docenić faktu, że są katolikami. Traktują to jak banał lub brzemię. Gdyby ich zapytać dlaczego są katolikami, odpowiedzą najczęściej: bo zostaliśmy wychowani w katolickiej rodzinie.

 

Ogólna teoria konwersji

Pojęcie nawrócenia znane jest z greckiej filozofii, szczególnie z nauk Platona. Oznacza umysłowy zwrot w kierunku prawdy o istocie rzeczy. W tej interpretacji człowiek nawrócony podobny jest do kogoś, kto wyszedł z ciemnej jaskini, w której mieszkał od narodzin. Radykalna zmiana sposobu myślenia pociąga za sobą podobną zmianę w zachowaniu. Metanoja najściślej wiąże się jednak z historią chrześcijaństwa. Jest aktem religijnego zwrotu ku jedynemu, prawdziwemu Bogu. Odtąd nawrócony oznacza kogoś, kto porzucił grzeszną drogę prowadzącą do zguby, a wszedł na drogę wiodącą do ocalenia, którą wyznaczył Stwórca. Nie jest to przywilej nielicznych mędrców, lecz obowiązek każdego człowieka, który pragnie zbawienia. W tym sensie nawrócenie to coś więcej niż przyjęcie innego światopoglądu – to doświadczenie znalezienia się w innym, lepszym świecie. Dzieje się tak mimo tego, że otoczenie konwertyty się nie zmienia. Zmienia się jednak jego dusza. Staje się on nowym człowiekiem narodzonym z Ducha. Ktoś, kto przeżywa nawrócenie, z pozoru traci dotychczasową tożsamość. W rzeczywistości odnajduje siebie, ponieważ poznaje prawdę. Jest to jedno z najwspanialszych doświadczeń, choć rzadko bywa pożądane. Zazwyczaj im bardziej ktoś go potrzebuje, tym mniej go pragnie. Często dokonuje się nie tyle wbrew, co raczej mimo woli. Bywa czymś bolesnym, ale ostatecznie każdy nawrócony człowiek osiąga szczęście, którego wcześniej nawet sobie nie wyobrażał. Co by nie powiedzieć o fenomenie religijnej konwersji, jest ona oczywistym zaprzeczeniem deterministycznych teorii ludzkiego zachowania. Do nawrócenia dochodzi wbrew naszym wrodzonym skłonnościom i upodobaniom oraz nabytym nawykom i uprzedzeniom. Może ono mieć charakter długiego, złożonego procesu, jak w przypadku św. Augustyna, bł. Johna Henry’ego Newmana czy Gilberta K. Chestertona, albo też być czymś nagłym, prostym i nadprzyrodzonym, jak w przypadku św. Pawła Apostoła,  André Frossarda czy Glorii Polo. Za każdym razem jest jednak zerwaniem z czymś, co wcześniej kształtowało tożsamość.

 

Urodzeni poza jaskinią

Choć dla letnich katolików nawrócenie się wymaga wykonania kilku drobnych kroków, paradoksalnie mają przed sobą najdłuższą z dróg do przebycia, ponieważ żyją w błędnym przekonaniu, iż znajdują się już we właściwym miejscu. W tej sytuacji wykonanie najmniejszego kroku wydaje im się bezcelowe jak zmiana kościelnej ławki. To oswojenie z Kościołem, znanym od kołyski i chrzcielnego betu, oznacza często największy dystans do pokonania. W takiej sytuacji Kościół postrzega się bowiem przez pryzmat przyzwyczajeń jako lokalną tradycję, a bycie katolikiem traktuje się w sposób tak oczywisty jak samo bycie. Staje się dziedzicznym znudzeniem – jak to trafnie ujął Chesterton. Nawiązując do metafory Platona, osoba wychowana w religii katolickiej bywa podobna do kogoś, kto urodził się poza jaskinią, lecz dawno przestał zwracać uwagę na światło słoneczne. Co gorsza, kusi go, żeby wejść do jaskini. W tym sensie nikt nie jest bardziej oddalony od Chrystusa i Jego mistycznego Ciała – Kościoła – niż letni katolik nudzący się w czasie Mszy Świętej, który sakramenty traktuje jak puste rytuały, modlitwę jak przykry obowiązek, a Boże przykazania jak ograniczenie wolności i szczęścia: ani protestant, ani poganin, ani Żyd, ani muzułmanin, ani antyklerykał, ani nawet ateista. Dlatego letni katolik najbardziej potrzebuje nawrócenia. Ma to teologiczne uzasadnienie w Piśmie Świętym, gdzie mowa jest o groźbie potępienia tych, którzy otrzymali łaskę poznania prawdy, lecz ją zmarnowali. W tym kontekście św. Piotr ostrzegał chrześcijan przed swoistą antykonwersją, co dosadnie opisał jako powrót psa do własnych wymiocin (por. 2 P 2, 22). Jeszcze mocniejsze słowa znajdują się w Apokalipsie, w której św. Jan przekazuje przestrogę skierowaną do siedmiu Kościołów: Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3, 15n).

Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 19:38

1 komentarz

  • Link do komentarza xmariusz czwartek, 16 kwiecień 2015 18:44 napisane przez xmariusz

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus zmartwychwstały!
    Przeczytałem ten artykuł w całości i pragnę bardzo serdecznie podziękować P. Damianowi Dornowi. Wiele do myślenia dała mi treść tego, co przeczytałem. Jakże bardzo głębokie i dojrzałe są myśli o stanie Kościoła i jakże cenna diagnoza przyczyn Jego "nieatrakcyjności". Czyż nie jest tak, że my - duchowni sprowadzamy funkcjonowanie Kościoła do pewnych utartych schematów - oczekujemy od wiernych, aby przyjmowali księdza podczas wizyty kolędowej, składali ofiary na tacę, byli na mszy, ofiarowali pomoc charytatywną? A jak się dzieją jakieś poważne dramaty rodzinne, to chowamy głowę w piasek i zgadzamy się na modernistyczne rozwiązania:-( Rzeczywiście brak nam dawania świadectwa ludzi nawróconych, brak nam objawiania działań Ducha Świętego!
    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
    ks. Mariusz

    Raportuj

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 46 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions