Zaniepokoił mnie kierunek myślenia, który przewija się w mediach i związany jest z problematyką obecności oraz działania złego ducha w życiu człowieka. Jakie opinie są zgodne z doktryną chrześcijańską, a jakie od niej odbiegają?

Od 19 lat pełnię posługę egzorcysty w Archidiecezji Warszawskiej. Nigdy nie zdarzyło mi się pytać o cokolwiek złego ducha. Jedyna formuła, z którą się do niego zwracam, brzmi: Idź precz! Bardzo mnie cieszy, że nowy rytuał „Egzorcyzmów i innych formuł błagalnych” zrezygnował z wcześniejszej praktyki pytania w czasie egzorcyzmu o imię złego ducha i zwracanie się do niego tymże imieniem.

Czy zwracać się do złego ducha?

Wcześniejszy „Rytuał egzorcyzmów”, funkcjonujący przez wieki w Kościele, zawierał pytanie do złego ducha o jego imię, by następnie tego imienia używać w samej formule egzorcyzmu. Stąd nie dziwię się trwającym do dziś trendom, by zwracać się do złego ducha. Wielowiekowa praktyka nieco tłumaczy dzisiejsze tendencje niektórych osób, by jak już pytać o imię demona, to pytać równocześnie o coś więcej – jak demon „musi” powiedzieć prawdę co do swego imienia, to może jeszcze czegoś się od niego dowiemy? Bardzo możliwe, że te właśnie skłonności wpłynęły na decyzję o wycofaniu w nowym „Rytuale egzorcyzmów” pytań skierowanych do Złego. Trudno bowiem dowierzać jakiemukolwiek przekazowi pochodzącemu od ojca kłamstwa.

Ponadto na konferencjach egzorcystów niejednokrotnie zastanawialiśmy się wspólnie z biblistami i filozofami, na ile mamy podstawy do tego, by przypisywać imiona aniołom, w tym aniołom upadłym. Choć możemy zrozumieć trendy, wynikające z wcześniejszej praktyki Kościoła, dzisiaj potrzeba, byśmy rezygnowali zarówno z pytania o imię złego ducha, jak i z pytań o inne kwestie.

Egzorcysta rozwiąże wszystkie problemy?

Problem myślenia magicznego, magicznego traktowania różnych praktyk chrześcijańskich jest jednym z tych, z którymi zmagamy się w posłudze egzorcystów. Niekiedy najważniejszym zadaniem na drodze do uwolnienia jest solidna ewangelizacja.

Jak bardzo magiczne myślenie ogarnia dzisiejszy świat, wystarczy posłuchać reklam czy nawet wypowiedzi poważnych ludzi. Dziś wszystko, co przedstawia jakąś wartość, musi być magiczne. Nawet święta Bożego Narodzenia mają ponoć swoją „magię”. Wielu ludzi przejmuje takie myślenie i zgłaszają się do nas osoby z zamówieniami na błogosławienie kilogramów soli, zgrzewek wody czy oleju. Chrześcijanie, zamiast podjąć drogę nawrócenia i przemiany życia, swoje problemy życiowe usiłują rozwiązać sakramentaliami. Sakramentalia pochodzą z ustanowienia Kościoła. Gdzie jednak leży granica, po przekroczeniu której trzeba już mówić o magicznym do nich podejściu?

Na pewno braku przemiany swojego życia, zerwania z grzechem nie da się zastąpić serią pobożnych praktyk. Przy modlitwach o uwolnienie i egzorcyzmach stosuje się wodę święconą, z którą Kościół wiąże także moc egzorcyzmowania, ale jest to rzecz wspierająca akty zwracania się do Boga. U Niego bowiem szukamy pomocy, w Nim pokładamy nadzieję. Mogę zapewnić, że choć woda święcona pomaga w trakcie egzorcyzmu, to jeszcze nikogo samą wodą święconą nie udało się uwolnić. W tym momencie trzeba powiedzieć jeszcze jedno: chrześcijanie to ludzie, którzy dla Jezusa Chrystusa mają zdobyć cały świat, a nie ukrywać się w „okopach” wody i soli, zabezpieczając się przed ewentualnymi zagrożeniami płynącymi od Złego.

Orzeszki z Azji, wizyta w chińskiej restauracji…

Na tę kwestię trzeba popatrzeć poważniej. Wyznawcy religii Wschodu inaczej przeżywają swoją pobożność niż ludzie Zachodu. Dla ludzi Wschodu aktywność życiowa ma stanowić formę kultu bóstw, duchów. Kiedy budują dom, starają się, by był on zgodny z zasadami ich wierzeń (feng shui). Kiedy leczą, sposób ich postępowania związany jest z ich przekonaniami religijnymi. Zachodni lekarz – chrześcijanin, kiedy przystępuje np. do operacji, modli się przed zabiegiem, a działania chirurgiczne podejmuje zgodnie z wiedzą medyczną i nie mają one nic wspólnego z kultem. Z kolei lekarz np. buddysta, podejmując leczenie, czyni swego pacjenta uczestnikiem rytuałów związanych z wierzeniami Wschodu. Sporty praktykowane przez Wschód są nazywane sztukami walki, a poszczególne gesty i okrzyki są związane z odwoływaniem się do boskich sił. Z kolei nasi sportowcy np. przed skokami narciarskimi robią znak krzyża, bo są chrześcijanami, ale w czasie trwającego skoku nie czynią gestów o charakterze sakralnym. Technika skakania nie zakłada religijnych przesłanek. Trzeba więc mówić o apostazji chrześcijan, którzy świadomie zaczynają praktykować różne formy aktywności związane z kulturą i wierzeniami Wschodu. Nigdy jednak takie odstępstwo od wiary, czyli świadome praktykowanie innego kultu, nie dokonuje się jednym aktem. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy, kto w tej materii prosił mnie o pomoc, swe uzależnienie powodował stopniowym „wchodzeniem” w różne praktyki Wschodu. Początkowo wydawały się one niepozorne, lecz stopniowo prowadziły do przekroczenia I przykazania Bożego. Gdzie tu postawić granicę? Które formy zaangażowania będą prowadziły do apostazji? Św. Paweł powiada: Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5, 22).

Jeden z moich kolegów pojechał do pewnej parafii prowadzić rekolekcje. Proboszcz, który nie prowadził na plebanii własnej kuchni zabierał go na posiłki do restauracji „Czarci zajazd”. Serwowano tam potrawy np. „Czarcie udo”. Czy to jest w porządku, kiedy duchowni korzystają z takich restauracji? Choć nie mam wątpliwości co do tego, czy właściciel przypadkiem nie ma świeżej dostawy rąbanki z piekła, to jednak…

Czym innym jest zwiedzanie świątyń jako miejsc kultu ludzi innych wierzeń, a czym innym uczestniczenie w ich nabożeństwach. Gdzie jest granica, która mi powie, z jakich propozycji Wschodu mogę korzystać? Kiedy natomiast będzie trzeba mówić o apostazji? A ponieważ nie ma innego Boga i innego Zbawiciela niż nasz Pan Jezus Chrystus, komu służą ci, którzy praktykują religie pogańskie? Dlaczego liturgia Kościoła przewiduje przed chrztem wyrzeczenie się grzechu i szatana?

Pewne praktyki winny rodzić w nas dystans wobec beztroskiego korzystania ze wszystkiego, co proponuje Wschód, ponieważ każde odstępstwo otwiera nas na działanie złych duchów.

Tę sprawę można ukazać od innej jeszcze strony: Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium” Soboru Watykańskiego II mówi o kręgach ludzi różnych wyznań i wierzeń, którzy są objęci zbawczym działaniem Jezusa Chrystusa, o ile postępują zgodnie z własnym sumieniem. Jeśli chrześcijanin, który poznał pełnię Bożego objawienia, zwraca się ku kultom pogańskim, dopuszcza się odstępstwa od Jedynego Boga i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Tym samym pakuje się w „szpony” złego ducha. Nie chodzi tu więc o rodzaj potrawy przygotowanej np. przez buddystę czy o kwestię pochodzenia orzeszków, ale o decyzję wolnej woli, o to, komu oddaję cześć.

Czy czary nie działają?

Powszechne przekonanie egzorcystów, wynikające z wieloletniego doświadczenia, każe mówić, że czary działają. Potwierdzają to takie autorytety jak: Gabriele Amorth, Raul Salvucci, Rufus Pereira. Magia, klątwy, złorzeczenia bazują na rytach, w których człowiek zwraca się do złego ducha i jego mocą sprawia różnego rodzaju zło.

Na jednej z konferencji egzorcystów świadectwo dawał prezbiter – Polak pracujący jako duszpasterz na Ukrainie. Nie dowierzał on, że czary mogą być skuteczne. Pewnego dnia w jego ukraińskiej parafii szamani ogrodzili kościół sznurkami z wstążeczkami. Nikt z jego parafian nie zdecydował się przekroczyć ogrodzenia – wiedzieli, że to robota szamanów. On, śmiejąc się z tego, pozrywał sznurki i wprowadził wiernych do kościoła. Ludzie weszli wówczas bez obaw, ale kapłan ten dwukrotnie miał tak opuchniętą nogę, iż parafianie sądzili, że tego nie przeżyje. Przy dolegliwościach związanych z drugą nogą przybył do Polski. Badali go najlepsi specjaliści w krakowskiej klinice. Nie znaleźli jednak niczego, co mogłoby uzasadniać niepokojący stan jego zdrowia. Wtedy ten ksiądz zrozumiał, że Bóg dopuścił to doświadczenie, by nie lekceważył magii, klątw i złorzeczeń.

Kiedy działania magiczne mogą być niebezpieczne dla człowieka? Wówczas, kiedy brakuje człowiekowi żywej relacji z Jezusem Chrystusem. Kto ma go bronić przed złym duchem, działającym na bazie podejmowanych form magicznych? Szatan to nie „drugi bóg”, ale to istota duchowa, której Bóg nie pozbawił do końca możliwości działania w świecie, oddziaływania na materię. Św. Piotr ostrzega: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1 P 5, 8). Wielu chrześcijan ma jedynie formalny związek z Bogiem. To zwykle oni stają się ofiarami magicznych działań i przychodzą do egzorcystów z prośbą o pomoc. To są sytuacje, kiedy naszym pierwszym zadaniem jest prowadzić człowieka ku Chrystusowi, czyli ewangelizować go. Oczywiście, towarzyszą temu modlitwy.

Czy straszyć ludzi zagrożeniami duchowymi?

Każdy grzech jest zagrożeniem duchowym. Niszczy relację między człowiekiem a Bogiem, a także niszczy samego człowieka w jego wymiarze duchowym. W grzechach przeciwko I przykazaniu Bożemu człowiek otwiera się na zależność od złego ducha w stopniu większym niż przy innych grzechach. Kiedy człowiek przekracza inne przykazania, okazuje nieposłuszeństwo Bogu, ale się Go nie zapiera. Przekraczanie I przykazania jest natomiast zapieraniem się Boga, a konsekwencją tego staje się zniewolenie lub dręczenie przez złego ducha.

I przykazanie przekraczamy nie tylko wtedy, kiedy zapieramy się Boga, ale także wówczas, gdy w ludzkich sprawach i trudnościach zwracamy się nie do Boga, lecz gdzie indziej szukamy pomocy. Gdy człowiek, zaniepokojony wydarzeniami w swoim życiu, szuka pomocy u wróżek, jasnowidzów bądź w horoskopach, szuka światła nie u jakiegoś wyjątkowo uzdolnionego człowieka, ale u złego ducha, który działa poprzez wróżbitę czy jasnowidza. Słowo Boże mówi: Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz! (Kpł 19, 31). To są sytuacje, w których uzależnienie od złego ducha jest poważniejsze niż kuszenie, na które jesteśmy podatni z powodu grzechu pierworodnego. Zniewolenie (nie opętanie) czy dręczenie przejawia się np. w koszmarach nocnych, poczuciu czyjejś obecności. Podobnie rzecz się ma, gdy w celach zdrowotnych ktoś szuka pomocy, odwołując się do jakichś energii, których badania naukowe jeszcze nie potwierdziły. A dziś mówi się nawet o dobrej i złej energii (tymczasem słowo Boże jednoznacznie stwierdza, że wszystko, co Bóg uczynił, było dobre – por. Rdz 1, 10). Dobre lub złe mogą być nasze wybory i decyzje i to one prowadzą do uzależnienia od tego, ku któremu człowiek się zwraca. Trzeba więc mówić o zagrożeniach duchowych, bo każdy grzech może doprowadzić do ostatecznego odejścia od Boga. Grzechy związane z przekraczaniem I przykazania wydają się najbardziej niebezpieczne.

Kiedy i dlaczego opętania się zdarzają?

We wszystkich przypadkach, w których towarzyszyłem opętanemu na drodze do uwolnienia, nie od razu można było nazwać konkretne sytuacje, w których doszło do uzależnienia. Wiemy natomiast, że takie uzależnienia są spowodowane paktem ze złym duchem. Pakty zdarzają się nie tylko w czasie obrzędów w sektach satanistów, ale także w aktach podejmowanych indywidualnie (ustnie lub pisemnie). Z takimi sytuacjami spotyka się wielu egzorcystów.

W trakcie podejmowanej przez nas posługi jednym z pierwszych działań jest rozpoznanie, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do tragicznego przymierza między człowiekiem a demonem. W takich sytuacjach uwolnienie nie jest kwestią jednego egzorcyzmu, ale to sprawa długiej drogi nawrócenia, na której ważne jest nie tylko rozpoznanie okoliczności i przyczyn opętania, ale także doprowadzenia do wyrzeczenia się wszystkich wcześniejszych aktów. To droga stopniowego wzrastania w zaufaniu do Boga, by na to wyrzeczenie się zdobyć.

Spotykałem się z sytuacjami opętania u kogoś, kto brał udział w koncertach organizowanych przez satanistów, a nawet kiedy ktoś sam słuchał ich utworów. Trudno jest zorientować się, kiedy człowiek ze słuchacza utworów muzycznych staje się wyznawcą tego, czego słuchał i tym samym wszedł w pakt z szatanem. Poza tym posługa egzorcysty niemal zawsze musi być związana z równoległą pracą psychologa. Działanie złego ducha skutkuje bowiem także zachwianiem równowagi psychicznej.

My, egzorcyści, dbamy o więź i uległość wobec naszych biskupów. „Wskazania dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty” zostały opracowane przez Konferencję Episkopatu Polski – powstawały w trakcie wielorakich konsultacji. W naszych konferencjach uczestniczą biskupi, eksperci teologiczni, filozoficzni, biblijni, psychologiczni. Myślę, że na bazie dotychczasowej pracy zasłużyliśmy na zaufanie Czytelników.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Egzorcysta nr 7 (71) lipiec 2018.

Więcej informacji: https://www.miesiecznikegzorcysta.pl/component/k2/itemlist/tag/71

 

czwartek, 12 lipiec 2018 09:30

Budujące rozmowy, znani goście – SACROEXPO 2018

Napisał

Ponad 5000 gości odwiedziło tegoroczną XIX Międzynarodową Wystawą Budownictwa i Wyposażenia Kościołów, Sztuki Sakralnej i Dewocjonaliów SACROEXPO. Swoją ofertę przedstawiło 287 firm z 11 krajów. Podczas tragów odbyły się liczne spotkania, debaty i konferencje.

Ikony, modlitewniki, stuły i różańce – bogactwo form  na targach

Podczas wystawy, goście targów mieli możliwość zapoznania się ofertą firm
z: Polski, Stanów Zjednoczonych, Słowenii, Ukrainy, Węgier, Włoch, Hiszpanii, Rosji, Niemiec, Macedonii i Portugalii. W bogatej ofercie produktów dedykowanych kościołom, mieli oni możliwość zapoznania się z trendami sztuki sakralnej  i dewocjonaliów, nowymi technologiami w budownictwie sakralnym oraz
w dziedzinie konserwatorskiej. Na stoiskach pojawiły się  szaty i naczynia liturgiczne, a także pełen wachlarz wydawnictw religijnych. Nie zabrakło obrazów i ikon, a także mniej spektakularnych, a bliższych sercu różańców, wykonanych m.in. z pereł i malachitu. Fani nowych technologii, oprócz audiobooków i e-booków, zapoznali się z aplikacją DROGOWSKAZ, dzięki której w szybki sposób zlokalizują najbliższy kościół, poznają godziny mszy i spowiedzi. Najciekawsze rozwiązania zostały nagrodzone wyróżnieniami i medalami targów. Wśród nich znalazły się: Pracownia Rzeźby Sakralnej Krzysztof Madoń za „Drogę Krzyżową”, Pracownia Witraży FURDYNA za instalację rzeźbiarską "Zmartwychwstanie" oraz firma ART10.PL Monika Frątczak-Rodak Design za „Drogę Krzyżową w Panteonie Szczepanowskim”. Medale Honorowe: JE Prymasa Seniora ks. kardynała Józefa Glempa, Prymasa Polski ks. Abp. Wojciecha Polaka oraz nagrodę honorową JE Biskupa Kieleckiego ks. Jana Piotrowskiego otrzymały kolejno Pracownia Snycerska Andrzej Burkot za technologię polichromowania rzeźb drewnianych z zastosowaniem techniki złoceń KIRIKANE, firma MALATURA za realizację malarską fresków w sanktuarium Matki Boskiej Latyczowskiej oraz firma PRAIS i Odlewnia Dzwonów Braci Kruszewskich za dzwony i zegary wieżowe.

Poszukiwanie Boga w dziele ludzkich rąk - Per Artem ad Deum 2018

Tradycyjnie już podczas targów Sacroexpo wręczone zostały medale Papieskiej Rady ds. Kultury Per Artem ad Deum. Do grona nagrodzonych dołączyli Aleksander Sokurov za „konsekwentne wykorzystywanie siły artystycznego autorytetu do poszukiwania odpowiedzi na pytania związane z religią sztuki” oraz o. prof. Jan Andrzej Kłoczowski za „głębokie zaangażowanie w uświadamianiu nieodkrytych powiązań między teologią, filozofią i psychologią”.  Słowo wstępne na temat sacrum w sztuce filmowej wygłosił ks. dr hab. Marek Lis, teolog, członek jury ekumenicznego na festiwalach filmowych między innymi w Cannes. Jego prelekcja poprzedziła rozmowę przeprowadzoną przez JE Bpa prof. Michała Janochę z  o. prof. Janem Andrzejem Kłoczowskim, profesorem filozofii, odznaczonym Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, który zwrócił uwagę na obecność kiczu w sztuce, także sakralnej. – Jednym z wymiarów piękna, jest jego bezinteresowność- zauważył. W trakcie swojego wystąpienia, ojciec profesor podkreślił także niewłaściwy sposób traktowania Boga w dzisiejszych czasach. Odwołał się przy tym do przemyśleń mistrza Eckharta, który w jednym ze swoich kazań porównuje Boga do świeczki, wykorzystywanej przez niektórych ludzi osiągnięcia celu. Po zaspokojeniu tego pragnienia, świeczka zostaje zdmuchnięta, gdyż jest niepotrzebna. Wykład na temat twórczości Martina Scorsese wygłosił o. dr Michał Legan. W kolejnym wywiadzie, uczestnicy konferencji wysłuchali rozmowy Iriny Tatarovej  z Aleksandrem Sokurovem, rosyjskim reżyserem i scenarzystą, zaliczonym w poczet 100 najlepszych reżyserów przez Europejską Akademię Filmową. - Poza granicami tematów biblijnych jest pustka. I to jest problem współczesnej kultury. Ludzi, którzy żywią ideały chrześcijańskie i są w stanie przełożyć je na język sztuki jest garstka. - stwierdził reżyser. - Nikt nie może zatrzymać kina i jego przekazu. Bo żeby zatrzymać jego agresję trzeba ogromnej woli polityków i ludzi myślących. Kino pożera humanizm w Europie. Rany zadawane przez bezmyślne i bezrefleksyjne kino nie chcą się zabliźnić. Reżyserów i producentów nie interesuje w jakim stanie ducha pozostają odbiorcy ich filmów. A przecież to duża odpowiedzialność. Duża moc.- dodał.

Dialogi o religii – konferencja

Pierwsza edycja konferencji organizowanej w ramach cyklu „Dialogi o religii” objętej patronatem przez prezydenta miasta Kielce - Wojciecha Lubawskiego okazała się sukcesem. Poświęcona została dylematom związanym z rolą kościoła i jego członków we współczesnym świecie. Na pytanie: czy można mówić o kryzysie Kościoła, starali się odpowiedzieć s. Małgorzata Chmielewska, dr Tomasz Terlikowski i ks. dr Mirosław Tykfer. – Życie wspólnie z ludźmi ubogimi pokazuje, że świat jest podzielony. Bolączką Kościoła jest ten podział  – dodaje siostra Chmielewska. Siostra Małgorzata przypomniała, że jesteśmy jednym „ludem bożym”, a Kościół powinien żyć we wspólnocie zgromadzonej wokół Eucharystii.  
– Największym problemem kościoła jest problem komunikacyjny, bo jak mówić o słowie, w kulturze, która żyje obrazem? – zastanawiał się Tomasz Terlikowski.
Ks. Mirosław Tykfer, wskazał natomiast, że cała kultura Europejska przeżywa kryzys. Dodatkowo Kościół jest także przemiany, moderowanej przez papieża Franciszka. – Jest to rodzaj pozytywnego kryzysu, na który chyba jeszcze nie jesteśmy gotowi. Czy ta dekonstrukcja nie dzieje się za szybko? – pytał. Przyczyną kryzysu Kościoła wydaje się być instytucjonizacja. - Struktura, prawo i porządek, w którym funkcjonujemy stała się zbyt sztywna – dodaje ks. Tykfer.

Wielkie spotkania w trakcie targów

W drugim dniu targów SACROEXPO Prawosławny Arcybiskup Przemyski i Gorlicki Jego Ekscelencja Paisjusz wręczył wyróżnienia wystawcom, którzy zostali docenieni za wkład w życie religijne. Podczas rozdawania wyróżnień Jego Ekscelencji towarzyszył biskup Anastazy - ordynariusz diecezji łódzko-poznańskiej. To historyczne wydarzenie – pierwszy raz od blisko 20 lat dwóch biskupów prawosławnych miało okazję spotkać się i wspólnie zwiedzić ekspozycje tragów SACROEXPO.

Podczas targów odbyły się także spotkania autorskie z Wojciechem Cejrowskim i ks. Markiem Dziewięckim..

Czy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana wypełnia Jego oczekiwanie wyrażone w objawieniach Rozalii Celakówny?

Uroczysta proklamacja Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana dokonana została 19 listopada 2016 r. w krakowskich Łagiewnikach przez biskupów polskich w obecności Prezydenta RP, wysokich przedstawicieli parlamentu i rządu oraz ok. 200-tysięcznej rzeszy wiernych z całej Polski. Okazją do tego było zakończenie obchodów jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski. Jednak ten Akt wciąż wzbudza kontrowersje. Najczęściej podnosi się zastrzeżenie, że nie był to rzeczywisty Akt intronizacji, jakiego żądał Pan Jezus w objawieniach danych Służebnicy Bożej Rozalii Celak († 1944).

Wskazywać miałyby na to rzekomo następujące fakty: brak formalnego nazwania tego wydarzenia aktem intronizacji (zamiast tego enigmatyczne mówienie o królowaniu Chrystusa w polskim narodzie), unikanie tytułu „Chrystus Król Polski”; odczytanie Aktu przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abpa Stanisława Gądeckiego (powinien to uczynić Prezydent Polski jako realnie sprawujący najwyższą władzę); brak obecności wszystkich biskupów. Podnosi się także kwestię, że zarówno treść aktu, jak i przebieg uroczystości zostały narzucone liderom ruchów intronizacyjnych. A ponadto zabrakło zewnętrznych, trwałych oznak intronizacji w postaci jakiegoś monumentu, przedstawiającego Chrystusa Króla Polski w piastowskiej koronie.

Mając na względzie tylko te najważniejsze zastrzeżenia, niektórzy wprost upowszechniają tezę, że nie była to żadna intronizacja, lecz spisek przeciwko niej (zob. M. Krajski, „Spisek przeciwko Intronizacji”, Warszawa 2017). Inni autorzy w sposób bardziej umiarkowany uznają ten narodowy Akt jedynie za częściową intronizację. Twierdzą np., że nastąpiła intronizacja bez intronizacji (J. Mazur, „Polacy oddali pokłon Królowi. O Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Szkic religijno-społeczny”, Częstochowa 2017, s. 84).

Historia toczyć się będzie dopóty, dopóki będzie możliwość wolności, gdyż człowiek został stworzony, by mógł wybrać dobro, odrzucając zło. Nie należy więc pomniejszać znaczenia ludzkiej wolności i bagatelizować zła.

Chrześcijaństwo, mówiąc o walce duchowej w wymiarze kosmicznym, nie ujmuje tego faktu w kategoriach jakiegoś bytowego dualizmu, jak pojmował to manicheizm, ale raczej moralnej dwoistości. Oznacza to, że szatan i grzech są owocem wolności i walki o wolność, która toczyć się będzie do końca świata. Ostateczne wyzwolenie to przyjęte w wolności zbawienie, które przyniesie całkowitą wolność.

Powaga i tajemnica zła

Nie chodzi więc o żadną dialektykę bezdusznych i bezosobowych praw kosmicznych czy historycznych (jak ujmują to hermetyzm, kabała, kosmizm, holizm, neognoza, New Age, marksizm, nowa lewica, nowy ateizm czy liberalizm), ale o dramatyczną możliwość decyzji skierowanych w stronę dobra lub tragiczną możliwość odrzucenia dobra na rzecz zła – także na wieki, co stało się udziałem demonów. Wybór dokonany przez szatana to zło realizowane w historii, które za jego pokuszeniem stało się także dziełem człowieka, również jako owoc wolnej decyzji, gdyż tylko wolność rodzi moralne zło.

W tym kontekście znany teolog francuski Claude Tresmontant mówi o ontogenetycznym charakterze wolności, albowiem od naszych wolnych wyborów zależy życie wieczne. Wolność jakby tworzy (czy raczej współtworzy – razem z Łaską Boga) wieczny i radosny byt człowieka lub obraca go w wieczną nicość potępienia. Tu Byt czy też szczęśliwe życie wieczne utożsamia się z Miłością, która jest nieodłączna od Wolności. Dlatego zło – jako owoc ontogenetycznej wolności – ma naprawdę charakter poważny, dlatego należy unikać „banalizacji zła”.

Zło jest też tajemnicą nieprawości (misterium iniquitatis), o czym pisał św. Paweł. I tak właśnie spaczona wolność złych duchów sprzymierza się ze złą wolą ludzi zwiedzionych i oszukanych, ale też nierzadko perwersyjnie świadomych zła, które czynią. Nie jest to tylko zło ludzkie, ale także nadludzkie. W ten sposób tworzy się przymierze zła: antykościoły, tajne stowarzyszenia, sekty, które są miejscem przyjmowania wrogich Bogu kontrinicjacji, co jest wyrazem sprzymierzania się wymiaru historycznego z wymiarem duchowo-kosmicznym. W istocie jednak toczy się kosmiczna walka nie między duchem a ciałem, ale między duchami o przeciwnym znaku (P. Evdokimov), gdzie zły duch oznacza przede wszystkim ducha zła, które polega na buncie przeciwko Bogu. Czy nie mamy wrażenia, że ów „bunt metafizyczny”, opisany przez Alberta Camusa czy Fiodora Dostojewskiego, ma dziś charakter powszechny, przybierając jakby postać publicznej i zbiorowej apostazji? Czy nieustannie obecna we wszystkich mediach „fascynacja złem” (jako inna strona jego „banalizacji”) nie jest tego swoistym dowodem? Przybiera ona formy otwarte, bezpośrednio toksyczne, a nawet agresywne i odrażające, wulgarne i bluźniercze. Nawet w kreskówkach dla dzieci.

O podobnych zjawiskach w kulturze europejskiej pisał przed laty wybitny filozof katolicki Jacques Maritain: znaczna część teraźniejszej literatury jest dosłownie opętana. Można by było sprawdzić w niej niektóre oznaki, za których pomocą kapłani odkrywają opętanie: wstręt do rzeczy świętych, fałszywe proroctwo, używanie języków nieznanych, nawet lewitację; widzi się nawet literaturę, jak krąży głową na dół wzdłuż sklepień myśli ludzkiej (J. Maritain, „Sztuka i mądrość”, Warszawa 2001, s. 95).

W kontekście polskim pisał o tych zagrożeniach abp Józef Michalik, ostrzegając i wzywając do radykalnej decyzji: Przestrzegam także wszystkich przed lekkomyślnym posługiwaniem się wulgarnymi słowami, bluźnierstwami, przekleństwami czy złorzeczeniami, które niekiedy prowadzą nawet do praktyk satanistycznych, zaklęć, czarnych mszy czy zawierania paktów z szatanem, co może w efekcie spowodować zniewolenie szatańskie, a nawet opętanie. Wtedy konieczne jest bezwzględne zerwanie z grzechem, intensywna modlitwa i umartwienie, bo bez umocnienia wiary, bez zaczerpnięcia mocy Bożej nie można przecież pokonać szatana („List na Wielki Post”, 10 lutego 2010 r.).

wtorek, 03 lipiec 2018 10:26

Blask wolności

Napisał

Papież Juliusz II (z rodu Della Rovere) zapowiedział wiele zmian i słowa dotrzymał. Nie tylko w świecie wiary i polityki, ale także w watykańskich pałacach.

Do stworzenia malowideł – wiedziony genialnym zmysłem mecenasa artystycznego – ściągnął Rafaela Santi, który udekorował owe stanze (pokoje) cyklem przepięknych malowideł.

Malowidło wokół drzwi ułożone

Najsłynniejszym z nich jest oczywiście „szkoła ateńska”, genialna wizja dziejów filozofii, ale w innym z pokojów malarz umieścił scenę przedstawiającą „uwolnienie św. Piotra z okowów”. Jest to malowidło zachwycające nie tylko fascynującą kompozycją, ale także genialną grą świateł, doskonale opisującą historię księcia apostołów. W czasie prześladowań, jakie spotkały pierwszy Kościół z rąk Heroda, do więzienia został także wtrącony św. Piotr. Historię uwięzienia oraz uwolnienia opisał autor Dziejów Apostolskich:

Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! – powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi (Dz 12, 4-11).

Chrześcijaństwo wypracowało kilka różnych koncepcji wolności w oparciu o Pismo Święte, zwłaszcza o listy św. Pawła. Zawsze dostrzegano konieczność łaski Bożej jako czynnika gwarantującego wolność podmiotową człowieka. Źródłem naszej wolności jest rozumne poddanie się Duchowi Świętemu, Jego mądrości i prowadzeniu.

Na przestrzeni dwóch tysięcy lat stworzono trzy modele współpracy wolności ludzkiej i łaski: synergizm (działa człowiek i działa Bóg w człowieku), monergizm (działa tylko Bóg, a człowiek przyjmuje), energizm (wolność ludzka działa wewnątrz łaski Bożej i dzięki niej wzrasta). Ten ostatni model jest najbardziej zgodny z Objawieniem, bo uwzględnia stałą obecność osoby Ducha Świętego w naszym życiu wewnętrznym – w naszych myślach i wyborach. Zgodnie z teologią biblijną nie ma mowy o wolności, tam gdzie panuje grzech, ale z Biblii dowiadujemy się, że właśnie tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 2). My zostaliśmy przez Chrystusa wyswobodzeni z niewoli grzechu, śmierci i szatana ku wolności (por. Ga 5, 1), której udziela Ducha Święty. Źródłem naszej wolności jest rozumne poddanie się Duchowi Świętemu, Jego mądrości i prowadzeniu. Z tego powodu ostatni z 9 owoców Ducha Świętego – opanowanie – stanowi podstawę do wyjaśnienia, na czym polega wolność w Duchu Chrystusa (por. Ga 5, 23).

wtorek, 03 lipiec 2018 10:20

Rekolekcje

Napisał

Choć zmienia się ich forma i sposoby odprawiania, rekolekcje wciąż cieszą się dużym powodzeniem. Szczególne zainteresowanie budzą tzw. rekolekcje zamknięte,  przeżywane zwykle indywidualnie w klasztorach lub domach rekolekcyjnych, nierzadko usytuowanych w pięknym otoczeniu przyrody.

Termin „rekolekcje” pochodzi od łacińskiego czasownika recolligere, który oznacza zbierać coś powtórnie, na nowo. Dobrze to oddaje właściwy sens tej praktyki pobożności. Chodzi w niej bowiem o zatrzymanie się i oderwanie na jakiś czas od wiru spraw codziennych po to, aby zastanowić się nad sobą, swoim życiem, i przemyśleć powzięte dotychczas decyzje. Rekolekcje to czas, by przeanalizować myśli i pragnienia, spełnione uczynki oraz zaniedbania, jak również wytyczyć na nowo kierunek swego życia – niejako pozbierać to, co uległo rozproszeniu, a co jest bezcenne z punktu widzenia wiary.

Do praktyki rekolekcji można więc odnieść słowa św. Pawła Apostoła adresowane do chrześcijan w Koryncie: Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9, 26-27).

Na trwające co najmniej trzy dni rekolekcje składają się: osobista modlitwa, zwłaszcza adoracja Najświętszego Sakramentu, słuchanie i rozważanie Słowa Bożego, codzienna Eucharystia, spowiedź, a także pewne praktyki ascetyczne i umartwienia, jak np. milczenie i post. To wszystko ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu osobistej, głębokiej więzi z Chrystusem.

W dzisiejszym świecie wolność przeważnie uznawana jest za wartość absolutną, wręcz cel życia. Tymczasem dla chrześcijanina jest ona istotą człowieczeństwa, władzą, dzięki której jesteśmy osobami. Nie mniej jednak, zagłębiając się w logikę Ewangelii trzeba powtórzyć za Karolem Wojtyłą, że osoba ludzka bardziej niż wolności pragnie miłości.

Współczesny człowiek bardzo często wydaje się wyżej cenić wolność niż miłość. Z jednej strony może to wynikać z faktu, że miłość  można wznieść jedynie na fundamencie wolności. W związku z tym, kiedy brakuje wolności, człowiek nie może skoncentrować się na szukaniu miłości i musi wpierw walczyć o wyzwolenie i uwolnienie. Z drugiej strony wolność jest „łatwiejsza”. Rozumiana jako prawo i zdolność do decydowania o sobie, jako brak przymusu, jako wolność „od” nie zmusza jeszcze do myślenia o kimś drugim, o jego dobru. Sama wolność może prowadzić do egoizmu, do zamknięcia się jedynie w swoich potrzebach i pragnieniach. Przed człowiekiem stoi więc ogromne zadanie – musi on właściwie ukierunkować swoją wolność. Musi umieć użyć jej w taki sposób, aby stała się ona narzędziem do budowania pięknego człowieczeństwa, wspaniałego i godnego życia. Bycie wolnym, w opozycji do tego, co usiłuje wmówić nam współczesna popkultura, nie jest punktem dojścia, a jedynie początkiem drogi, której celem jest miłość.

Miłość celem wolności

Karol Wojtyła nie miał wątpliwości co do tego, że wolność została dana człowiekowi przede wszystkim dlatego, aby mógł kochać i być kochany. W książce „Miłość i odpowiedzialność” napisanej za czasów profesury na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim wiele miejsca poświęcił analizom mającym na celu wyjaśnienie służebnej roli wolności w stosunku do miłości. Miłość – argumentował Wojtyła – polega na specyficznym zaangażowaniu wolności. Specyficznym, ponieważ wolność niejako wycofuje się, kiedy w polu widzenia osoby pojawia się inna osoba. Pragnienie dobra dla drugiego człowieka sprawia, że nie czynię to, co chcę, ale to, co jest dobre dla drugiego. Zazwyczaj ograniczenie wolności ujawnia się w ludzkiej psychice jako coś przykrego i negatywnego. Jednakże kiedy jest ono rozpatrywane na „horyzoncie miłości” staje się czymś radosnym. Analizując tę filozoficzną rozprawę na temat miłości, można dojść do przekonania, że im więcej wolności człowiek ofiaruje drugiemu człowiekowi, tym głębsza jest relacja, jaka nawiązuje się pomiędzy nimi.

Pierwszym „poziomem” miłości, w której wolność zostaje ukierunkowana na kogoś drugiego, jest upodobanie. Cechuje je dość silna warstwa emocjonalna. Dlatego też czasem człowiek ma wrażenie, że jego wola została „uwięziona” i koncentrowana na przeżywaniu dobra i piękna konkretnej osoby. W miłości pragnie się drugiego człowieka jako wielkiego dobra. Wymaga to ukierunkowania swojej wolności w stronę konkretnej osoby. Prawdziwa miłość ma w sobie wielkie pokłady życzliwości, którą można scharakteryzować jako pragnienie dobra innego człowieka bez pytania o swoje własne dobro. Nie   wystarczy pragnąć innej osoby jako dobra dla siebie, ale trzeba pragnąć także dobra drugiej osoby. Życzliwość wymaga zatem jeszcze większego „ograniczenia” swojej wolności. Podobnie rzecz ma się z przyjaźnią. Przyjaźń zawiera w sobie siłę integracji tego, co człowiek uważa za dobre dla niego samego z tym, co odkrywa jako dobro dla drugiego. Co więcej, przyjaźń sprawia, że dobro własne i dobro drugiego staje się fundamentem wspólnoty, w której „ja” i „ty” stają się wspólnym „my”. Odtąd wolność nabiera wspólnotowego charakteru. Ten wspólnotowy charakter wolności uwidacznia się jeszcze mocniej, kiedy zagłębimy się w analizy Wojtyły na temat miłości oblubieńczej. Dochodzi on do wniosku, że istotą miłości jest oddanie siebie, swojego własnego „ja” w darze drugiej, wybranej osobie. Kiedy ktoś jest w stanie tak dalece wycofać się ze swojej wolności, wówczas doświadcza miłości oblubieńczej. W tym właśnie momencie, w którym człowiek oddaje się całkowicie w darze drugiej osobie, kiedy traci swoją wolność, wtedy właśnie doświadcza on przedziwnego paradoksu. Oto zamiast straty pojawia się zysk, zamiast „zatracenia” pojawia się „odnalezienie”, zamiast bezsensu pojawia się pełnia, zamiast dehumanizacji pojawia się pełnia człowieczeństwa i szczęście. Na tym polega właśnie „paradoks miłości”. Oddając całego siebie – zyskujemy drugiego.

Proponowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego reforma polskiej nauki dotyczy nie tylko sposobu finansowania, organizacji władz uczelni itp., ale wpierw samej koncepcji nauki. Mocą prawa otwiera się drogę określonemu modelowi nauki, a zamyka innemu. Ku jakiej koncepcji nauki zdążamy?

Czy „zreformowana” nauka pomoże istotom rozumnym i wolnym osiągać ten w pełni ludzki poziom? Czy też poprowadzi nas ku kolejnej odsłonie nieludzkiego świata?

Nieludzka nauka

Z nieludzką nauką mieliśmy już wiele straszliwych doświadczeń. Antyludzkie idee nowożytności i współczesności stworzone zostały przez naukę. Była ona uprawiana w sposób zideologizowany, podporządkowany interesom, a nie prawdzie. Tak było np. z ideologią komunistyczną. Kiedyś wbijano do głów „naukowy” pogląd na świat, dziś jest realizowany przymusową infekcją „grantozą” i „punktozą” (od grantów i punktów), odsiewającymi z humanistyki kolejnych wrogów „postępowej” ludzkości.

Zbrodnie nazistów, którzy z Niemiec stworzyli pierwszą „biotyranię”, wyprowadzone zostały z XIX-wiecznej nauki. Kryteriami „higieny rasowej” zastąpiono kryterium moralne, czyli kryterium szacunku dla człowieka jako człowieka. U podstaw tej redukcji oceny moralnej do oceny higienicznej (dobre jest to, co służy zdrowiu, a złe, co mu szkodzi) kryje się tzw. scjentystyczny model nauki. Scjentyzm z kolei to zideologizowana koncepcja nauki, odmiana typowo nowożytnego, pozytywistycznego jej modelu, stawiająca jej za cel wymierną korzyść. Scjentyzm dopuszcza zatem naukową dyskusję o korzyściach zdrowotnych, ale wyklucza dyskusję na temat dobra lub zła moralnego.

Odrzucono zatem klasyczny ideał nauki z prawdą jako jej celem. Negacja prawdy jako celu nauki ogranicza wartościową wiedzę tylko do nauk matematyczno-przyrodniczych, gwarantujących wielorakie korzyści, a wpierw poprawienie stanu zdrowia. Ono zaś jest najbardziej upragnionym dobrem nowożytnego i współczesnego człowieka. Chciałby on nade wszystko żyć maksymalnie długo i maksymalnie przyjemnie. Do tego potrzeba medycyny, stąd też przeważającą dzisiaj koncepcję państwa określa się niekiedy jako „przymierze lekarza i prawnika”. Lekarz ma rozdzielać owo najbardziej upragnione dobro, czyli zdrowie. Prawnik zaś (z pomocą policjanta) – pilnować nie tylko tego, aby nikt lekarzowi nie przeszkadzał, ale wpierw on sam posłusznie wykonywał zlecone mu zadanie, nawet wtedy, jeśli ma leczyć, szerząc śmierć, np. pobierając macierzyste komórki zarodkowe z zabijanych ludzkich zarodków (w Unii Europejskiej nie jest zabronione klonowanie tzw. terapeutyczne, ukierunkowane na utylitarne wykorzystanie ludzkich zarodków). W dokumentach Rady Europy korzyści postępu biomedycznego stawia się ponad obowiązkiem szacunku dla godności każdego człowieka. Lekarze zaś, którzy nie chcą uczestniczyć w tej nieludzkiej medycynie, stawiani są przed sądami, ograniczającymi ich elementarne prawo do kierowania się własnym sumieniem, czyli własnym rozumem. To tylko nieliczne przykłady tworzenia na naszym oczach kolejnej „biotyranii” i wciągania wszystkich w strukturę grzechu (Jan Paweł II, Encyklika „Evangelium vitae”, nr 12).

Czy na tym fundamencie można prowadzić poważne życie religijne? W Encyklice „Fides et ratio” Jan Paweł II ostrzega przed sprowadzeniem chrześcijaństwa do kolejnego mitu. Stałoby się tak wówczas, gdyby wiara nie znalazła oparcia w poprawnie funkcjonującym rozumie. Czy przed takimi zagrożeniami chroni przygotowana reforma polskiej nauki?

Człowiek został stworzony do miłości, a nie do samotności. Dlatego każdy czyn – zarówno dobry, jak i zły – wywołuje określone skutki także w społeczeństwie.

Kardynał Karol Wojtyła mówił w 1978 r. na Jasnej Górze: Przez serce jednego człowieka przechodzą wszyscy ludzie, w sercu jednego mieszczą się wszyscy ludzie. Dzięki relacjom, które Bóg zlecił nam tworzyć, ludzie nie są odrębnymi jednostkami, lecz wspólnotą, komunią. Z kolei wspólnota mieści się w sercu każdego człowieka, ponieważ każdy otrzymał przykazanie miłowania wszystkich ludzi, a więc także wspólnoty. Każdy zatem odpowiada za innych. Co więcej, musi mieć świadomość, że każdym swoim uczynkiem, słowem bądź myślą sprowadza dobro lub zło nie tylko na siebie, ale także na innych, zwłaszcza najbliższych.

Społeczne skutki grzechu

Czasem skutki ludzkich czynów są widoczne gołym okiem, np. ojciec alkoholik zaraża swym uzależnieniem całą rodzinę, złe postępowanie księdza rzutuje na pobożność wiernych itd.

Ludzie często grzeszą w ukryciu i myślą, że nikt o tym nie wie. Tymczasem niezależnie od tego, jak bardzo ukryty byłby grzech, zawsze niesie on ze sobą skutki społeczne. Grzech jest jak kamień rzucony w wodę – wywołuje falę, zmniejszającą się w miarę oddalania się od miejsca wrzucenia. Skoro zaś jest to fala, to może się zdarzyć, że w jakimś miejscu, czyli w jakimś człowieku lub grupie ludzi, nałoży się kilka fal i powstanie ogromna amplituda. Może się zdarzyć, że na niewinnym człowieku skupi się fala skutków grzechów różnych ludzi i spadną na niego wielkie nieszczęścia. Przez te nieszczęścia szatan chce skłonić człowieka, aby odpłacił ludziom za swoje cierpienia. Więcej nawet, szatan chętnie podejmie się odpłaty w imieniu takiego człowieka – wystarczy, że usłyszy od niego słowo złorzeczenia. To słowo powiększy niszczycielskie działanie złego ducha, jeszcze bardziej wydłuży łańcuch demona, którym chce spętać ludzi. Po wykonaniu „zlecenia” szatan powróci do człowieka, od którego dostał dyspozycję, by odebrać sobie zapłatę. Nie uda mu się nam zaszkodzić, jeśli odwrócimy się od popełnionego grzechu i przyjmiemy łaskę Ducha Świętego.

Strona 1 z 136

Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • kapłan Archidiecezji Warszawskiej, profesor zwyczajny i kierownik Katedry Egzegezy Starego Testamentu na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, laureat Nagrody Ratzingera 2014

  • teolog, kapłan diecezji zamojsko-lubaczowskiej, autor książki „Proroctwo dzisiaj”

  • doktor habilitowany, teolog, kierownik Katedry Duchowosci Katolickiej KUL 

Już 42 pozycjie


Powered by JS Network Solutions