poniedziałek, 02 listopad 2015 22:43

Jezioro ognia i siarki. "Upadek potępionych" Rubensa

Napisał

I wyjdzie, by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój, a liczba ich jak piasek morski. Wyszli oni na powierzchnię ziemi i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane; a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich. A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam gdzie są Bestia i Fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków (Ap 20, 8-10).

 

Opis upadku potępionych w Księdze Apokalipsy był natchnieniem dla tysięcy artystów. Sąd Ostateczny, klęska szatana, zwycięstwo dobra nad złem… Tej scenie nadawano wiele tytułów w zależności od tego, jak malarz rozumiał ów fragment Apokalipsy, a także jak oddziaływał on na jego wyobraźnię. A jest w nas, ludziach skażonych grzechem pierworodnym, coś takiego, że bardziej pociągają nas zło i groza niż radość oraz spokój zbawienia. Dlatego o wiele więcej jest obrazów prezentujących męki piekielne grzeszników niż zbawienie i wieczną radość w raju. Ale czy tylko perwersja skłania ludzi do oglądania tych scen? Coraz częściej pojawia się w naszym świecie pokusa odrzucenia prawdy o potępieniu. Coś, co było oczywiste jeszcze kilka pokoleń temu, dziś ulega rozmyciu. Dotyczy to świadomości, że zbawienie wieczne – moje i kogoś innego – może być zagrożone. Tutaj nie chodzi bynajmniej o samo poczucie zagrożenia, lecz o odpowiedzialność. To nie lęk przed karą wieczną powinien nami kierować, ale świadomość, że jest ona konsekwencją utraty jedności z Bogiem. Papież Leon I Wielki napisał: To, co dla dusz jasnych będzie szczęściem, dla zbrukanych stanowić będzie karę. Tak naprawdę to nie Bóg zrzuca w otchłań potępionych, to oni sami tam idą poprzez odrzucenie miłości i zbawienia.

 

Kłębowisko ciał

Czasami wydaje się, że Peter Paul Rubens nie ma dobrej prasy w dzisiejszych czasach. Zapewne przyczyną tego jest zmysłowość jego malarstwa. Wychudzone, anorektyczne modelki, bardziej podobne do figurki plastikowej lalki Barbie niż do prawdziwych kobiet, są przeciwieństwem piękna ludzkiego ciała, jakie uznawał ten flamandzki geniusz. Obrazy Rubensa – nieważne czy były to sceny religijne, portrety dostojników, czy też mitologiczni herosi – ukazują ludzi z krwi i kości, którzy kochają życie i jedzenie, przepełnia ich energia. Z całą pewnością nie to było przyczyną ogromnej popularności malarza. Był nią geniusz malarski widoczny we wspaniałej kolorystyce, ekspresyjnych kompozycjach oraz doskonałej umiejętności przedstawiania anatomii ludzkiej i zwierzęcej. Wszystkie te cechy znajdujemy w obrazie „Upadek potępionych”. Dzieło znajduje się w Starej Pinakotece w Monachium. Malowidło już od pierwszego spojrzenia zachwyca nieprawdopodobną ekspresją. Nawet gdy nie rozumiemy dramatyczności wydarzeń, odbieramy je dzięki nastrojowi, który zbudowany został poprzez kontrasty barwne oraz kompozycję utworzoną na przekątnej, biegnącej w dół od prawego górnego rogu. Ciała spadających w morze płomieni są konwulsyjnie poskręcane oraz ułożone w przemyślnych pozach i skrótach anatomicznych. Zwykły umysł nie potrafiłby skomponować obrazu z kilkuset nagich ciał i nadać każdemu z nich inną pozę oraz inny charakter – indywidualizm każdej postaci tylko powiększa poczucie zamętu, a także ogromnego hałasu, jaki przecież musiał towarzyszyć spadaniu w dół nieprzebranych rzesz grzeszników. Siłę obrazu wzmacnia fakt, że owe ciała zdają się poruszać jednocześnie w dół i w górę. Chociaż grzesznicy spadają, widać wyraźnie, że przerażeni starają się wspiąć z powrotem ku górze. Czepiają się kończyn tych, którzy są wyżej od nich. Lecz nie mają w nich oparcia… Wszyscy lecą ku dołowi, wszyscy ostatecznie upadną. Siłę owego potępienia wzmacniają też trupio sine demony. Silnymi ciosami strącają w ogień przerażonych, wieszają się na nich, ciągną w dół na wieczne potępienie. Z obrazu bije żar morza siarki, a także strach, smród i bród grzechu i potępienia.

Ostatnio zmieniany wtorek, 03 listopad 2015 13:30
Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Najnowsze od Juliusz Gałkowski

1 komentarz

  • Link do komentarza jan czwartek, 05 listopad 2015 18:30 napisane przez jan

    "bród grzechu" - bród to jest w rzece. kłania się ortografia.

    Raportuj

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • architekt, w latach 1989–2013 był masonem w Międzynarodowym Mieszanym Zakonie Wolnomularskim „Le Droit Humain”

  •  

    biblista, publicysta, jeden z twórców pierwszych edycji „Kalendarza Ekumenicznego”.

  • Fizyk, pracował naukowo w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz instytucie badawczym SINTEF w Norwegii. Interesuje się metodologią i filozofią nauki oraz relacją między wiarą a nauką. Wydawca "Miesięcznika Egzorcysta", prezes Zarządu wydawnictwa Monumen.

Już 49 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions